Horatio Caine z amerykańskiego serialu CSI: Kryminalne zagadki Miami, zawsze znajduje sprawcę przestępstwa. Temperance Brennan, znana bardziej jako Bones (ang. Kości) na podstawie zwęglonych szczątków odkryje tożsamość ofiary, a perfekcyjna Abby Scutio dostarczy analizy każdego śladu pozostawionego na miejscy zbrodni szefowi zespołu NCIS, bezkompromisowemu Leroy’owi Gibbsowi.

Dzięki laboratoriom i nieustępującym im w profesjonalizmie ekspertom z zakresu kryminalistyki telewizyjne seriale kreują społeczny obraz specjalistów do walki z przestępczością. Czy aby na pewno jest on prawdziwy?

O efekcie CSI powstało wiele analiz naukowych. Początkowo opisywał wpływ seriali kryminalnych na członków amerykańskiej ławy przysięgłych, którzy prywatnie będąc widzami takich seriali, mieli spore trudności z uznawaniem dowodów przedstawianych na sali sądowej.

Podświadomie porównując je z materiałami dowodowymi przedstawianymi w serialach jako możliwe do zdobycia, uznawali te zdobyte w świecie realnym za niewystarczająco przekonujące do stwierdzenia winy oskarżonego.

EFEKT CSI POWODUJE TRUDNOŚCI NA SĄDOWYCH SALACH ROZPRAW

Amerykańska kryminolog Monica Robbers twierdzi, że efekt CSI to zjawisko, w którym ławnicy posiadają nierealistyczne oczekiwania wobec dowodów sądowych i technik śledczych, a także o wiele bardziej interesują się medycyną sądową.

Według przeprowadzonych przez nią badań, 62% adwokatów i 69% sędziów wierzy, że ławnicy mają odrealnione oczekiwania wobec solidności dowodów winy.

Obecnie zakres tego pojęcia znacznie się powiększył i efektem CSI określa się

ogólny wpływ seriali kryminalnych na społeczne postrzeganie wymiaru sprawiedliwości, kryminalistyki oraz naukowych dowodów przestępstwa i jego sprawcy.

Dexter, Agenci NCIS, a nawet nasze rodzime produkcje jak W11 Wydział Śledczy, Detektywi czy Pitbull to przykłady źródeł czerpania wiedzy o metodach śledczych i kryminalistycznych.

CSI: POLSCY STUDENCI

W ostatnich latach widoczna jest szczególna fascynacja detektywistyką i zagadkami kryminalnymi wśród młodych ludzi. Kiedy w 2013 roku na Uniwersytecie Gdańskim uruchomiono kierunek kryminologia, na jedno miejsce było aż 44 chętnych! Był to wówczas najlepszy wynik w naszym kraju.

W 2016 r. na Uniwersytecie Wrocławskim największym powodzeniem cieszył się kierunek chemia i toksykologia sądowa. Chętnych na jedno miejsce było 21 osób. Na Uniwersytecie w Białymstoku kierunek kryminologia zajął ostatnie miejsce na podium najbardziej obleganych (10 osób na miejsce).

Na większości uczelni nadal popularne jest bezpieczeństwo wewnętrzne, którego program ściśle związany jest z pracą policyjną. Z czego wynika tak duże zainteresowanie naukami pomocnymi w walce z przestępczością?

Z niewiedzy.

Nawet kandydaci na tego rodzaju studia nie widzą większej różnicy pomiędzy kryminologią a kryminalistyką. Wybierając kryminologię, spodziewają się zajęć w laboratorium, przeprowadzania badań balistycznych i daktyloskopijnych, a nawet… sekcji zwłok.

Trudno się dziwić skoro pojęcia te mylone są w książkach, serialach, artykułach dziennikarskich, a nawet popularnonaukowych.

Przykładem niech będzie wypowiedź Manfreda Kaysera, przytoczona na potrzeby jednego z artykułów w popularnonaukowym czasopiśmie Świat Wiedzy. Mówiący o analizie sekwencji DNA został podpisany jako kryminolog, podczas gdy Kayser jest profesorem w… Zakładzie Biologii Molekularnej w Erasmus University Medical Center w Rotterdamie. Zajmuje się naukowo genetyką, która współcześnie stanowi kluczowy element obszaru zainteresowań kryminalistyki.

Z kolei w miesięczniku Wiedza i Życie, autorzy próbując rozprawić się (o ironio!) z mitem realności CSI, tworzą nagłówek: Czyli jak ma się serialowa rzeczywistość do realiów pracy kryminologa. Otóż nijak.

Bo nie o kryminologa tutaj chodzi.

Oczywiście, kryminologia i kryminalistyka mają ze sobą wiele wspólnego, jednak tego co je łączy, jest znacznie mniej od tego co je dzieli.

MIT 1: WYNIK BADAŃ DNA W GODZINKĘ POPROSZĘ

Skoro mowa już o badaniach z zakresu hemogenetyki, a więc badań śladów biologicznych, pora rozprawić się z największym serialowym mitem.

Ekspertyzy, które dotyczą wyodrębnienia profilu genetycznego sprawcy (np. z niedopałka papierosa, włosa, spermy) i porównania go z bazą profili DNA, to długotrwały proces, który z pewnością nie trwa kilku godzin.

Przede wszystkim dostarczany do laboratorium nośnik DNA zazwyczaj zawiera go zbyt mało. Potrzebne jest wykonanie reakcji łańcuchowej polimerazy, aby móc namnożyć DNA zawarte w przekazanej próbce.

Dzięki serialom (więksi szczęśliwcy – także dzięki lekcjom biologii) wiemy, że każdy człowiek posiada odrębny, indywidualny kod genetyczny. To prawda. Ale tylko po części. W rzeczywistości ludzie dzielą ze sobą około 99,9% DNA. To, co nas odróżnia od siebie, to właśnie te brakujące 0,1%, które specjaliści muszą wyodrębnić i poddać dalszym analizom. Wykonanie tego w godzinę jest niemożliwe.

Poza tym – DNA trzeba mieć z czym porównać. Póki co samo zdobycie materiału genetycznego potencjalnego sprawcy w żaden sposób do niego nie doprowadzi. Być może jednak w niedalekiej przyszłości to się zmieni.

MIT 2: SPRAWCA W OCZACH OFIARY

Podobnym przekłamaniem jest możliwość wyodrębnienia z nagrań monitoringu słabej jakości twarzy potencjalnego sprawcy czy numerów rejestracyjnych poruszającego się samochodu.

Jednym z kuriozalnych przykładów jest uchwycenie twarzy sprawcy w odbiciu oka ofiary.

Specjalista z Zespołu Badań Audiowizualnych Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego potwierdza, że soczewka oka zajmuje zbyt małą powierzchnię na nagraniu monitoringu, a tym samym zbyt małą liczbę pikseli, żeby w wyniku powiększenia móc dać obraz zarejestrowanej postaci.

MIT 3: SPRAWCA ZAWSZE ZOSTANIE WYKRYTY

A co z przestępstwami, których sprawców nie ustalono? Serialowi bohaterowie zawsze znajdą sprawcę i postawią go przed Temidą. W filmowym świecie nie ma miejsca na niesprawiedliwość i zbrodnię bez kary.

Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana i czasem, pomimo najszczerszych chęci i wysiłków, pozostają sprawy niewyjaśnione. Ten kontrast pomiędzy filmem a rzeczywistością sprawia, że policjantów, którym nie uda się odnaleźć sprawcy, postrzega się jako nierzetelnych i pozbawionych kompetencji.

Krzywdzące, bo nie zawsze zgodne z prawdą.

Evan Durnal z University of Criminal Justice Department Central Missouri twierdzi nawet, że obecnie prokuratorzy muszą poświęcić znacznie więcej czasu, tłumacząc ławie przysięgłych, że niektóre rodzaje dowodów nie są równoważne z innymi.

Amerykańscy prokuratorzy wprowadzili nawet nowy rodzaj świadka – tzw. negative evidence witness – by wytłumaczyć ławnikom, że specjalistom nie zawsze udaje się znaleźć na miejscu zdarzenia dowody, które pojawiają się w serialach.

Temida bogini sprawiedliwości

Tak więc:

  • sprawca, który przypadkowo dotknął określonego (i tylko tego!) przedmiotu bez rękawiczek,
  • znaleziony na miejscu zdarzenia dowód osobisty,
  • niedopałek papierosa kierujący podejrzenia na konkretną osobę,
  • zbita szybka zegarka ofiary wskazująca na dokładną godzinę zgonu

to raczej rzadko spotykane przypadki w realnym świecie przestępczości.

Jak się ma efekt CSI w Polsce?

Można by rzec, że przekłamania, którymi karmią nas producenci telewizyjni, w rzeczywistości nie mają żadnego wpływu na rzetelną pracę policji i organów wymiaru sprawiedliwości. Seriale mają dostarczać widzom jedynie rozrywki, a nie pokazywać jak naprawdę wygląda praca techników kryminalistycznych.

Problem jednak polega na tym, że ich odbiorcami może być każdy. Stąd też trudności z przekonywaniem amerykańskich ławników.

Jakie negatywne skutki przyjmuje efekt CSI w Polsce?

W 2011 roku opublikowane zostały polskie badania dotyczące oddziaływania seriali i filmów kryminalnych na wyobrażenia zarówno laików, jak i ekspertów (sędziów, ławników, prokuratorów, policjantów, biegłych). Wyniki?

Badani biegli podkreślali, iż »wymaga się od nich rzeczy niemożliwych w rzeczywistości, a możliwych w serialach«, uzasadniali to tym, iż społeczeństwo »oglądając filmy kryminalne nabiera błędnego przekonania, że wszystkie sprawy są banalne, każdą można rozwiązać w prosty sposób, wystarczy tylko taki sprzęt jaki mają w Stanach«. Niektórzy biegli uważają, iż nie tylko społeczeństwo stawia im takie wymagania, ale nawet »organy ścigania przytaczają przykłady zaczerpnięte z filmów i wymagają podobnych rezultatów«

– fragment badań J. Stojer z Katedry Kryminalistyki i Bezpieczeństwa Publicznego UJ, Efekt CSI a postrzeganie pracy biegłych

Ponad połowa badanych biegłych przyznała, że wobec ich pracy zdarzają się wygórowane oczekiwania spowodowane serialami kryminalnymi. To także grupa badanych, która przejawia najmniejszy wskaźnik oglądania tego typu seriali.

Od biegłych z zakresu medycyny sądowej oczekuje się więc natychmiastowego informowania o dokładnym czasie zgonu i podawania jego przyczyny już na etapie oględzin na miejscu zdarzenia. Brzmi naturalnie i prawdopodobnie? W końcu w świecie CSI to możliwe.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone