Doskonale radził sobie w wojsku, zdobywając uznanie samego Piłsudskiego, lecz dopiero w wywiadzie pokazał pełnię możliwości. Za sprawą uroku osobistego, sprytu i wręcz aktorskiego talentu zbudował własną siatkę szpiegowską wśród berlińskich elit lat 30., zbierając dowody na potajemne zbrojenie się Niemców. Do jego upadku przyłożyli rękę zarówno wrogowie, jak i rodacy. Major Jerzy Sosnowski to niesłusznie pomijana postać z naszej historii. Jego szpiegowskie wyczyny oraz tragiczny koniec tworzą opowieść godną filmowego scenariusza. Poznajmy jej najważniejsze wątki.

Weteran z zasługami

Jerzy Sosnowski to kolejna postać z serii Wielcy szpiedzy w historii, w której przywołujemy sylwetki najwybitniejszych agentów wywiadu z całego świata. Bohater dzisiejszego wpisu urodził się w 1896 roku we Lwowie, w szlacheckiej rodzinie pieczętującej się herbem Nałęcz. Już od najmłodszych lat uwielbiał jazdę konną. Ćwiczył w lwowskim oddziale „Sokoła” - pierwszego polskiego towarzystwa gimnastycznego. Kiedy wybuchła I wojna światowa, jako ochotnik dołączył do utworzonego przez Piłsudskiego legionu piechoty. Przez kolejne 4 lata walczył jako kawalerzysta i lotnik, pokonując kolejne szczeble kariery aż do stopnia porucznika.

Po nastaniu II Rzeczpospolitej postanowił pozostać w wojsku. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej jako dowódca szwadronu karabinów maszynowych. Za swoje czyny został nagrodzony czterokrotnie Krzyżem Walecznych, a później także orderem Virtuti Militari.

weteran-zaslugi-jerzy-sosnowski

Po zakończeniu wojny z bolszewikami Sosnowski przez kilka lat mógł poświęcić się pasji do jazdy konnej. Był instruktorem kawalerii, a w międzyczasie brał udział w wyścigach jako członek kadry olimpijskiej. W tamtych czasach takie zajęcie skutecznie otwierało drzwi do wyższych sfer i... kobiecych serc. Jeśli dodamy do tego imponującą karierę wojskową, szlacheckie pochodzenie oraz urok osobisty, nie sposób się dziwić, że Jerzy brylował w towarzystwie. Duże zainteresowanie ze strony płci przeciwnej przysparzało mu problemów, lecz już wkrótce miało stać się prawdziwym błogosławieństwem. W 1925 roku Sosnowski dołączył do wywiadu i postanowił wykorzystać romanse jako klucz do zdobywania bezcennych informacji.

Fałszywy arystokrata

Na początku 1925 roku dawny ułan przyjechał do Berlina. Towarzyszyły mu ukochane konie, a także o 18 lat starsza żona Aleksandra, o której względy rywalizował wcześniej ze swoim przełożonym, gen. Rómmlem. Związek ten wkrótce się rozpadł, a Sosnowski wszedł w rolę wyznaczoną mu przez dowództwo. Berlińskiej śmietance przedstawił się jako zamożny baron Georg von Nalecz-Sosnowski, pasjonat wyścigów konnych i właściciel dóbr ziemskich w Polsce. Dzięki wystawnym przyjęciom, uczestnictwu w gonitwach oraz niespotykanej wręcz hojności szybko zdobył popularność wśród elit.

bogaty-przystojny-ułan-szpieg

Osoba bogatego i przystojnego arystokraty nie mogła ujść uwadze pań, z czego polski szpieg doskonale zdawał sobie sprawę. Jego celem była infiltracja Reichswehry – niemieckich sił zbrojnych, które podejrzewano o łamanie postanowień traktatu wersalskiego. Gdy okazało się, że w biurach organizacji pracują głównie kobiety, Sosnowski już wiedział, co powinien zrobić. Jego uwodzicielskie skłonności, na które w Polsce patrzono z dezaprobatą, podczas misji okazały się na wagę złota.

Najpierw Jerzy rozkochał w sobie Benitę von Falkenhayn, żonę oficera kawalerii, którą poznał dzięki wspólnej pasji do wyścigów konnych. Zauroczona kobieta zgodziła się zostać jego agentką i skorzystać ze swoich koneksji wśród pracownic Reichswehry. Polski as wywiadu rozbudowywał szpiegowską siatkę o kolejne przedstawicielki płci pięknej, przekonując je do siebie wystawnymi randkami i drogimi prezentami. Werbował również wysoko postawionych oficerów Abwehry, oferując im pomoc w spłacie długów hazardowych.

Rozbudowana sieć powiązań pozwalała Sosnowskiemu na swobodne działanie i szeroki dostęp do tajnych dokumentów. Miał zdobyć m.in. plany rozbudowy niemieckiego przemysłu militarnego, a nawet plan inwazji na Polskę. Przekazywał dowódcom tak wiele informacji, że ci zaczęli mieć wątpliwości, czy nie są one spreparowane przez Abwehrę. Dopóki jednak żył Józef Piłsudski, Sosnowskiemu nie groziły oskarżenia o przejście na stronę wroga. Jego pozycja była na tyle pewna, że jako baron von Nalecz mógł pozwolić sobie na zaproszenie do Berlina własnych rodziców. W 1929 roku otrzymał stopień majora.

Dobra passa nie mogła jednak trwać wiecznie, o czym szpieg przekonał się w 1933 roku. Wreszcie trafił na kobietę, która tylko pozornie dała się skusić jego czarowi. Tancerka Lea Kruse zgodziła się zostać agentką Sosnowskiego, ale jednocześnie donosiła na niego Abwehrze. Kiedy Polak się o tym dowiedział, a ponadto odkrył inne próby dekonspiracji, postanowił zakończyć wieloletnią misję w Berlinie. Chciał zrobić to jednak we własnym stylu - zorganizował zatem huczne przyjęcie pożegnalne. Zabawa została nagle przerwana, gdy do apartamentu barona wtargnęło 60 funkcjonariuszy Gestapo.

Więzienie, topór i głód

Sosnowski wraz z gośćmi trafił do aresztu. W celach wylądowały największe berlińskie osobistości, w tym najważniejsze agentki byłego ułana - Benita von Falkenhayn, Renate von Natzmer i Irene von Jena. Rok później rozpoczął się proces o szpiegostwo. Polak starał się wziąć winę na siebie, umniejszając rolę kobiet w prowadzonej inwigilacji, lecz nie udało mu się uchronić ich ani siebie od kary. Wraz z Irene otrzymał karę dożywocia, natomiast Benita i Renate zostały skazane na śmierć. Dwie młode kobiety umarły ścięte toporem na oczach Sosnowskiego. Brutalna kara rodem ze średniowiecza wstrząsnęła opinią publiczną, lecz taki właśnie był jej cel – miała pokazać, co grozi za nielojalność względem państwa.

berlin-wiezienie-plotzensee-sosnowski

fot.Berlińskie więzienie Plötzensee, w którym osadzony był Sosnowski

W 1936 roku Sosnowskiego udało się ściągnąć do Polski, jednak nie był to koniec jego kłopotów. Po śmierci Piłsudskiego stracił dawną protekcję i nie mógł już liczyć na łagodne traktowanie. Wręcz przeciwnie – dawni współpracownicy podejrzewali go o zdradę, dlatego został osadzony w areszcie. Odcięto go całkowicie od rodziny, a nawet innych więźniów. Nie miał również możliwości poświadczenia swojej niewinności. W desperacji próbował popełnić samobójstwo, a potem rozpoczął wielomiesięczną głodówkę. Jego proces rozpoczął się po blisko 2 latach od uwięzienia. W czerwcu 1939 roku major usłyszał wyrok: został uznany winnym współpracy z wrogiem i skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Nie zdążył odwołać się od wyroku - wkrótce wybuchła wojna.

Mgliste losy

Do dziś nie wiadomo, jak przebiegały dalsze losy Jerzego Sosnowskiego. Źródła przedstawiają różne wersje wydarzeń. Jedna z relacji mówi, że miał zostać zastrzelony we wrześniu 1939 roku przez konwojentów więziennych, którzy otrzymali rozkaz zgładzenia skazańców niebezpiecznych dla państwa polskiego. Według innych ustaleń został jedynie postrzelony, a w czasie pobytu w szpitalu nawiązał kilkuletnią współpracę z sowieckimi służbami, po czym zginął w walkach o Warszawę.

Wątek NKWD pojawia się również w kolejnej opowieści, uznawanej przez historyków za najbardziej prawdopodobną. W 1939 roku Sosnowski miał zostać osadzony na Łubiance, a następnie przetransportowany do kolejnych więzień, gdzie był przesłuchiwany przez śledczych i rozpracowywany przez współwięźniów. Pod koniec 1941 roku trafił do celi w Saratowie i w proteście rozpoczął głodówkę. Zmarł kilka miesięcy później.

Obecnie nie ma żadnych dowodów na współpracę Jerzego Sosnowskiego z niemieckim wywiadem. Karę, jaką wymierzono mu w ojczyźnie, można zatem uznać za niesłuszną i niezwykle niesprawiedliwą. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jeden z najlepszych polskich szpiegów doczeka się oficjalnego zrehabilitowania i uhonorowania swoich zasług.

Źródła:

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone