Czy jesteśmy świadkami rosyjskiej ruletki w social media? Ciężkie dni przeżywa ostatnio LinkedIn. Najpierw świat obiegła informacja o kradzieży danych użytkowników Premium, a potem pech dopadł rosyjskich LinkedInowiczów, bowiem dostali szlaban na LinkedIn od władz. Żeby było zabawniej, hakerzy okazali się jasnowidzami.

Użytkownicy, których wzięli na muszkę, otrzymali wiadomość o możliwości zablokowania konta przez istniejące niebezpieczeństwo. Co zrobiła Agencja Roskomnazor, pilnująca działalności telekomunikacyjnej w Rosji?

Wysłała wiadomość do dostawców internetu, w której zażądała natychmiastowej blokady dostępu do LinkedIn. Pretekstem ma być… istniejące niebezpieczeństwo, czyli ochrona danych osobowych przed potencjalnymi zagrożeniami, bowiem LinkedIn nie przechowuje danych na rosyjskich serwerach, a według przepisów obowiązujących od zeszłego roku, dane obywateli rosyjskich powinny być przechowywane w bazach na terytorium Federacji Rosyjskiej.

Blokada LinkedIna została więc usprawiedliwiona ochroną Rosjan przed np. wyciekiem danych osobowych, które mogą być rejestrowane, przechowywane tylko w rosyjskich bazach danych. Oczywiście tam też powinny byc bezpieczne. I dostępne na wyciągnięcie ręki władz.

Użytkownicy Premium LinkedIna niestety nie mają wiedzy Basic

Można rzec, że dane naiwnych użytkowników hakerzy uzyskują dzięki prośbie z odcieniem groźby. Hakerzy, chcąc wyłudzić dane osobowe od użytkowników LinkedIna, zastosowali bardzo prostą sztuczkę, którą opisała rp.pl – prostą jak stary, dobry wytrych.

Ofiara ataku hakera została poproszona o podanie swoich danych osobowych w formie skanu paszportu lub prawa jazdy (!) przesłanego za pośrednictwem Dropboxu (!!), a także o potwierdzenie płatności premium (!!!). Następnie prostoduszny użytkownik był odsyłany do strony, gdzie resetował swoje hasło.

Pisaliśmy wielokrotnie o nawykach bezpieczeństwa w sieci, phishingu, wspominaliśmy o cyberstalkingu i zachowywaniu ostrożności w mediach społecznościowych. Wydawałoby się, że na ten temat napisano już wszystko… a jednak wciąż znajdują się dość oporni na tę wiedzę internauci.

LinkedIn nie został zablokowany na amen

Na szczęście teraz Kreml będzie pilnował danych osobowych Rosjan, a także uzyska do nich szybki dostęp, czego np. odmawiał Facebook. Może dlatego LinkedIn poszedł pierwszy do odstrzału – aby wystraszyć giganta? Jednak czy strach naprawdę ma takie wielkie oczy?

Jak podaje Libertyshield.com, fraza unblock LinkedIn w wyszukiwarce Google bije rekordy popularności, a odpowiedź na to pytanie jest prosta: Rosjanie mogą korzystać z LinkedIn za pomocą VPN lub serwera Proxy.

Wzrastające zainteresowanie serwisem LinkedIn w wyszukiwarce Google w Rosji

Wystarczy, że rosyjski użytkownik zmieni adres IP na inny kraj, a potem zakupi u Liberty Shield Proxy lub VPN za niecałe 7 dolarów miesięcznie. Liberty Shield podkreśla, że międzynarodowe IP rozwiąże też np. problem dostępu do streamingu przeznaczonego dla innego kraju. Zapewnia, że proponowane przez nich rozwiązanie jest pewne i rozmywa granice geoblokad, bo przecież fałszuje dane geolokalizacji, a także omija blokady ustawione przez rząd.

Rosjanom pozostaje zatem intensywny przegląd rankingów usług VPN, a my tymczasem zerknijmy nie tyle na swojego LinkedIna, żeby się upewnić, że działa, i co piszą na nim użytkownicy, ale do krajów, gdzie social media są blokowane. I gdzie obywatele również znajdują obejścia.

Gdzie oficjalnie nie skorzystasz z Youtube’a?

Historia social mediów w Rosji zaliczyła również blokowanie YouTube’a – w związku z zamachami bombowymi w moskiewskim metrze w 2010 roku i usuwaniem wszelkich video od Kavkaz Center. O ile w niektórych państwach blokada YouTube’a była czasowa, jak np. w Afganistanie (za film Innocence of Muslims) czy Bangladeszu (dwukrotnie, za drugim razem za filmiki promujące wspomniany film), o tyle w innych YouTube jest zablokowany na stałe.

Na przykład w Chinach, których władze państwowe pilnują (w ramach Projektu Złotej Tarczy), aby obywatele nie mieli dostępu do wybranych, kontrowersyjnych dla rządu treści politycznych. Jak podaje Interaktywnie.com, z powodów materiałów oczerniających władzę blokada YouTube’a została wprowadzona w m.in. Tajlandii, Tadżykistanie, Malezji, Pakistanie i Iranie. Chińskim odpowiednikiem YouTube’a jest np. Youku.com i Tudou.com.

tudou

Z kolei przyczyną blokady Youtube’a w Brazylii była… celebrytka, której seks-taśma wyciekła do internetu.

W tym roku sytuacja z YouTubem zmieniła się w Niemczech, gdzie internauci mieli zablokowali dostęp do ok. 60% filmików z 1000 najpopularniejszych, jak podaje Interaktywnie.com. YouTube podpisał porozumienie z GEMA, dzięki czemu ponad 70 tys. artystów będzie otrzymywało wynagrodzenie za każde wyświetlenie utworu. Filmy były blokowane, ponieważ zawierały muzykę, do której organizacja GEMA nie przyznała YouTube’owi odpowiednich praw.

Oczywiście… na Youtubie w ciągu kilku lat ukazało się mnóstwo instruktaży, jak ominąć podobne blokady.

Twitter wolny jak ptak? Ćwierkanie też jest blokowane

Dostęp do Twittera jest zablokowany też w Chinach, Iranie, Korei Północnej (od kwietnia 2016 roku w związku z zaniepokojeniem rozprzestrzenianiem się informacji online) i Turcji. W ostatnim kraju na czarnej liście znalazły się też WhatsApp, Facebook i Instagram, a wcześniej władze ograniczyły dostęp do takich chmur jak Dropbox czy Google Drive.

Wymienienie w jednym rzędzie Korei Północnej jest – można powiedzieć – formalnością, ponieważ skoro dostęp do Internetu jest diabelnie utrudniony, trudno mówić banowaniu tylko mediów społecznościowych.

Kilka lat temu w Wielkiej Brytanii premier David Cameron groził zamknięciem Twittera podczas trwających zamieszek, zapoczątkowanych protestem po śmierci Marka Duggana, zastrzelonego przez policję 4 sierpnia 2011 roku.

Czarne chmury zebrały się także nad Twitterem we Francji, kiedy Związek Studentów Żydowskich w 2013 skierował pozew przeciwko Twitterowi do sądu i zażądał ponad 160 mln odszkodowania. Twitter odmówił podania Związkowi danych osobowych Twitterowiczów, którzy publikowali rasistowskie, antysemickie wpisy wbrew francuskiemu prawu. Twitter powołał się na przechowywanie danych na serwerach w Stanach Zjednoczonych.

I teraz wróćmy do przykładu zablokowania LinkedIn w Rosji – przechowywanie danych na serwerach w danym państwie takowych problemów nie rodzi.

Jak się ma Twitter w Polsce? Ostatnio było głośno o blokowaniu profilu Facebooka na Twitterze przez narodowców, którzy powzięli taki odwet za wcześniejsze usunięcie profilu Marszu Niepodległości, Ruchu Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej właśnie na Facebooku.

Czy blokowanie Facebooka naprawdę zamiata pod dywan ważne informacje?

Facebook jest całkowicie zablokowany w Chinach, Iranie (w wyniku strachu związanego z organizowaniem przez opozycję ruchów przed wyborami) i Korei Północnej. W Niemczech w 2011 roku rozpoczęła się głośna dyskusja o legalności wydarzeń organizowanych na Facebooku, na które przychodziło o wiele więcej osób, niż to było zaplanowane.

Głośnym przypadkiem były urodziny pewnej dziewczyny w Hamburgu, na które przybyło… 1600 osób. Jej lekkomyślność poskutkowała rannymi policjantami i aresztowaniem gości, jednak Facebook nie został zakuty w kajdanki.

W tym samym roku Syria porzuciła blokowanie Facebooka, uznając, że wobec dostępnych serwerów Proxy zakaz i tak jest bezskuteczny. Z kolei w maju bieżącego roku Wietnam zablokował Facebooka i Instagram w związku z masowym zatruciem ryb i zanieczyszczeniem środowiska przez Formosa Plastics. Władze nie chciały pozwolić, aby obywatele za pośrednictwem tych mediów organizowali protesty i rozpowszechniali informacje o potencjalnej katastrofie ekologicznej.

Swoją drogą – Wietnam słynie z ograniczania praw internautów. Od 1 września 2013 roku publikowanie informacji, które sprzeciwiają się rządowi lub zagrażają bezpieczeństwu narodowemu, jest nielegalne, a Facebook i Twitter powinny być wykorzystywane tylko do wymiany prywatnych informacji.

Publikowanie zdjęć z własnego życia co 5 minut – nie ma sprawy! Negatywny komentarz w sprawie posunięcia rządu? Nie ma mowy, podobnie zakazana jest postawa, którą można nazwać półbierną, czyli udostępnianie linków bez własnego komentarza.

Istnieją wrogowie Internetu, ale także przyjaciele wolności prasy

Corocznie organizacja Reporterzy Bez Granic publikuje raport, w którym ocenia poziom wolności mediów we wszystkich krajach na świecie. Pozycja Polski spadła w tym rankingu aż o 29 miejsc, w porównaniu do raportu za rok 2015. To na pewno nie dobra zmiana…

Jak się przedstawia czołówka Światowego Rankingu Wolności Prasy? Ranking powstaje na podstawie odpowiedzi dziennikarzy, prawników czy socjologów z całego świata, którzy wypełniają ankietę dotyczącą m.in. wolności słowa, niezależności politycznej mediów i przypadków nadużyć wobec dziennikarstwa.

ranking wolnosci prasy

Źródło: https://rsf.org/

Jeżeli zastanawialibyście się, czy całkowite blokady mediów społecznościowych lub cenzurowanie wypowiedzi internautów mogą mieć choćby mały związek z owym rankingiem, wystarczy przeszukać listę pod kątem wymienionych w naszym artykule krajów.

Iran zajmuje 169. miejsce, Chiny – 176. miejsce, o jedną pozycję wyprzedza je Wietnam, natomiast goni je Korea Północna (na 179. miejscu). Państwa, które zajęły jedne z ostatnich miejsc w rankingu, pojawiały się do tej pory także na listach wrogów Internetu.

Jednak na 16. miejscu zakwalifikowały się Niemcy, które jeszcze w ubiegłym roku rozpoczęły walkę w mediach społecznościowych z krytyką imigrantów, argumentując to walką z mową nienawiści. Wiadomość wywołała bulwersującą dyskusję, w której podminowani internauci zapytywali, czy tylko pozytywne wpisy będą tolerowane, a dobrze uargumentowane, negatywne posty – nie fale wulgarnego hejtu – już nie?

Tymczasem… Jak przedsiębiorstwa zaczną zarabiać na rosyjskiej blokadzie?

Nie da się ukryć, że blokada LinkedIn w Rosji to nie tylko szansa na duży zarobek dla firm dostarczających usługi VPN. Jak pisze rp.pl, przewoźnik Emirates udostępnia kursy LinkedIn Learning na pokładzie swoich samolotów, dzięki czemu czy to pasjonaci fotografii, czy osoby nie wyobrażające sobie spędzania czasu bezproduktywnie mogą poświęcić lot na pobranie nauk prosto od ekspertów.

Linki do źródeł informacji zostały podane w artykule.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone