Myślicie, że w kwestii ilości spożywanego alkoholu Polacy są bezkonkurencyjni? Otóż nie. Jeśli człowiek składa się głównie z wody, to w Europie istnieją narody składające się głównie z alkoholu.

To przede wszystkim kraje postsowieckie, wlewające w gardło niezliczone (no dobra, zliczone) ilości trunków – przede wszystkim wódki. 1. miejsce w rankingu ONZ zajmuje Białoruś. Rosja, którą wielu obstawiałoby jako lidera, balansuje na 4. pozycji. A Polska? 14. miejsce – za Portugalskim Imperium Wina i Czeską Republiką Piwa. No właśnie, w naszym kraju to akurat piwo jest dominującym trunkiem – aż 60% całego sprzedawanego w Polsce alkoholu to wszelakie browary. Skąd taka popularność?

Z tradycji i z ceny. Na naszym terenie zawsze ochoczo korzystano ze zbóż. Pomyślicie – wtedy jednak nikt nie przejmował się, że jazda bryczką po pijaku może być dla kogoś niebezpieczna – o tym pomyślano dopiero w 1872 roku. Ciekawsze jest jednak to, że odkąd wprowadzono samochody i miał miejsce pierwszy wypadek spowodowany przez pijanego kierowcę (Georga Smitha) w Londynie w 1897 – nikt nie uznał, że w sumie warto byłoby tym przepisem objąć też kierowców.

Na to Anglicy wpadli dopiero w 1925 roku. Jednak w 1932 roku amerykański badacz Rolla Neil Harger zgłosił wniosek patentowy dotyczący urządzenia, które na zawsze miało zmienić sytuację na drogach. Był to The Drunkometer, o którym pisaliśmy w artykule o historii alkomatów. Czyli „pijanomierz”, który z czasem stał się alkomatem.

Jak to wygląda dziś?

Powroty i zawroty

Impreza. Muzyka wwierca się w ściany. Za oknem wisi tabliczka z napisem „Uwaga! Spadający tynk”. Wszyscy skaczą. Alkohol rozlewa się do gardeł i wokół gardeł. Ten kubek jest Twój? Mój? Nieważne. Przeciskamy się przez falujące tłumy, próbując wypatrzeć kogoś znajomego.

Ale co to?

Kto to?

Tam w rogu siedzi jeden pochlipujący smutas. To abstynent? Nie do końca – to Alkomat. Dokładnie AlcoFind PRO X-5, ale nikt nie pytał go o imię, a na przywitanie nikt nie nacisnął mu włącznika – każdy tylko lekceważąco machnął ręką i zatoczył się w swoją stronę.

Alkomat siedzi i nie owija w bawełnę – wprost mówi, że rzadko kto trzyma go jak Hamlet czaszkę i chce poznać odpowiedź na „Pić czy nie pić dalej – oto jest pytanie” albo „Jechać czy nie jechać – oto jest pytanie”.* Jak powiedział kiedyś Sammy Davis Jr., alkohol daje nieskończoną cierpliwość do tolerowania głupoty, ale Alkomat na trzeźwo musi znosić lekkomyślne zachowanie spowodowane upojeniem. Ludzie wstydzą się z takim pokazywać.

Gdyby Alkomat mógł, przywiązałby do siebie wszystkie kluczyki samochodowe zwinięte gościom, protestując przed prowadzeniem po pijaku jak ekolog przed ścięciem drzewa.

alkomat dla studenta alcofind pro-x5

Fot.: Monika Święcka.

Idealista.

Zwykle dla niego jednak nie kończy się to dobrze – zawsze znajdzie się chociaż jeden pijany cwaniak, który słysząc: „Kolego, numer taksówki jest przypięty do lodówki”, odpowiada mową węża przełamywaną staropolską gwarą.

Następnie wyżywa się na poczciwym Alkomacie, rzucając nim na stół i zarzucając mu fałszowanie wyników, mimo że Alkomat jest bezstronny i nie robią na nim wrażenia ani dymiące papierosy, ani intensywnie miętowa guma do żucia.

Tymczasem wzburzony student wybiera się do wyjścia, które kilka godzin temu było zwykłymi drzwiami, ale teraz porusza się niczym obrotowe wrota. Podchmielony sprawdza po drodze rękami, czy budowniczy ścian w mieszkaniu znajomego inspirował się wieżą w Pizie.

Później dość często taki delikwent pojawia się w gazetach, tylko media skracają jego nazwisko do pierwszej litery, a tekst jest ilustrowany zdjęciami samochodu, który zakończył swój żywot na drodze. Jeśli miał pecha – zakończył także jakiś przypadkowy, ludzki żywot. Tymczasem delikwentowi gdzieś między myślami błąka się wspomnienie o Alkomacie, który miał rację, żeby nie wsiadać za kółko.

al5500-01-1

Fot.: Monika Święcka.

Inaczej zrobi to drogówka, która używa alkomatu od 31 grudnia 1938 roku, kiedy po raz pierwszy pojawił się w akcji policji z Indianapolis.

A co jeśli już koniecznie musimy jakoś wrócić o własnych siłach, a jesteśmy w stanie wskazującym na to, że to średnio dobra opcja? Samochód czy motor odpadają. Nawet rower woli zostać przy stojaku.

Ale oto zza zakrętu nadjeżdża ona – ukochana dziewczyna, która przyjechała po sponiewieranego chłopaka? Nie. Hulajnoga! Nie jest ważne, czy modna, czy z lamusa. Hulajnoga według polskiego prawa nie jest uważana za pojazd – innymi słowy, poruszając się tym „niepojazdem”, oficjalnie jesteśmy pieszymi, więc jeśli nie odbijamy się od krawężników i znaków drogowych, to spokojnie możemy poruszać się hulajnogą po chodniku w stanie nietrzeźwym.

Spokojnie to jednak słowo klucz, a samego pomysłu na poważnie nie polecam. Nie lepiej rozsiąść się wygodnie na tylnym siedzeniu taksówki i zdrzemnąć, dzięki czemu powrót do domu obędzie się bez niebezpiecznych zawrotów?

Nietrzeźwy kierowca lepszy od trzeźwego?

Wspomniałem wcześniej, że Anglicy zakaz prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu wprowadzili dopiero w 1925 roku. Piętnaście lat wcześniej zrobili to Amerykanie, ale nie dość, że nie zmniejszyło to ilości wypadków na drogach, to policja nie miała możliwości faktycznego sprawdzenia takiego delikwenta.

Do czasu pierwszego opatentowanego alkomatu, który w 1954 roku został ulepszony przez byłego współpracownika Hargera – Roberta Franka Borgensteina. W swojej piwnicy skonstruował on alkomat, który pozwalał na bardzo precyzyjny odczyt – nie „na oko”, ale dzięki skali.

Nie było już mowy o kierowcach z nawet najmniejszymi alkoholowymi zawrotami głowy. O zawrót głowy mogła przyprawić za to kariera Borgensteina, który brawurowo wykorzystał swoje pięć minut – był przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a jako przewodniczący Międzynarodowej Rady ds. Alkoholu, Narkotyków i Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego trzymał pieczę nad badaniami, które miały udowodnić, że kierowca, który spożyje 58 g alkoholu jest bardziej skoncentrowany niż trzeźwy kierowca.

Badania były sponsorowane przez branżę monopolową, a sam Borgenstein nie uwierzył w te rezultaty, cały czas dodając, że najważniejsze jest ograniczanie spożywania alkoholu przez społeczeństwo.

Najlepszy alkomat świata?

Tymczasem w 1974 roku w Wielkiej Brytanii nastąpił kolejny przełom – wykładowca Tom Perry Jones wprowadził na rynek alkomat o nowej konstrukcji – niewielki, lekki i precyzyjny dzięki elektronicznym układom.

Założył on firmę Lion Laboratories, a jego alkomat w 1980 roku otrzymał nagrodę królowej, a sam Jones w 1986 roku został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego za swoje zasługi dla bezpieczeństwa na drogach.

W ślad za Jonesem poszły kolejne wielkie firmy, które wprowadzały innowacyjne rozwiązania, dostosowując je do kieszeni zwykłych użytkowników. Dzisiaj jak najbardziej ścigają nowoczesne technologie i nawet media społecznościowe, wśród nich jest bowiem Floome – bardzo towarzyski alkomat łączący się ze smartfonem, a jeśli tego chcemy, wrzucający na Facebooka wyniki naszego testu z selfie.

floome-8

Fot.: Monika Święcka.

A więc jazda bez trzymanki też jest w porządku. Ważne tylko, żeby nie stracić przy niej głowy. I zapobiegać zawrotom. Bawcie się dobrze!

*W utworze Szekspira tak naprawdę nie trzymał jednocześnie czaszki i nie zadał tego pytania.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone