Dron nad lotniskiem, czyli jak zagłuszyć drona?

Niebo jest nadziane milionami kosmicznych śmieci i tysiącami satelitów, porysowane gorzkimi liniami samolotów, dronów, a od święta nawet sań Mikołaja. Dużo się więc dzieje na takim obrazku. Gdyby tak wstawić go w ramę, zrobioną choćby prowizorycznie z dwóch rąk, to dobrze by było na takim wycinku nieba nie zmieścić wszystkiego naraz. A już szczególnie drona i samolotu.

Nie tak jak choćby na londyńskim lotnisku Gatwick, gdzie przed świętami prawdopodobnie dwa drony samą swoją obecnością na 36 godzin sparaliżowały cały port lotniczy. Zatrzymały na nim ponad 120 000 niezadowolonych pasażerów, którzy zamiast wypakowywać prezenty pod choinką wypakowywali szczoteczki do zębów z walizek w drodze do lotniskowej łazienki. I nie tak, jak kilka lat temu na warszawskim Lotnisku Chopina, kiedy samolot w czasie lądowania minął się z dronem o zaledwie 100 metrów.

A skoro już na polskich lotniskach jesteśmy...

Czy polskie lotniska są zabezpieczone przed dronami?

Na dzień dzisiejszy – nie. Właściwie tylko niektóre porty lotnicze na świecie mogą pochwalić się technologią anty-UAV, na przykład Bena Guriona w Tel-Awiwie czy wspomniany Gatwick, który dostał spóźniony prezent na święta – nowy, skuteczniejszy system antydronowy.

Polskie lotniska co jakiś czas testują wybrane zabezpieczenia przeciwko dronom, ale póki co nic jeszcze z tego nie wynikło.

Jak zabezpieczyć się przed dronami?

Po pierwsze, dron nie zawsze rzuca się w oczy. W gęstą noc można go szukać po omacku, a on i tak znika gdzieś w ciemności i pozostaje niezauważony. Dlatego cały system antydronowy zaczyna się od radaru. Wtedy bardzo wyraźnie możemy zobaczyć, że po naszej okolicy panoszy się jakiś nieproszony gość. Czy to tani i amatorski czy profesjonalny – nie ma znaczenia, radar go namierzy. Podobnie nie ma znaczenia, czy jest sterowany ręcznie czy zaprogramowany na konkretną trasę ciągniętą jak po nitce GPS. Zobaczymy go niezależnie od pory dnia i pogody.
Dron nad lotniskiem
Skoro już dron faktycznie wleciał w strefę, w której może namieszać w kwestii bezpieczeństwa, to standardowo trzeba go jak najszybciej zneutralizować. To nie jest zwyczajnie irytująca mucha, która fruwa latem po kuchni – ona nie zrobi dziury w skrzydle samolotu i nie rozszczelni jego kabiny – dlatego taką packą na muchy musi być coś znacznie bardziej konkretnego...

Zagłuszacz dronów

Tutaj są dwie możliwości. Po namierzeniu drona można go po prostu zestrzelić, ale takie rozwiązanie czasem przysporzałoby jeszcze więcej kłopotów – na przykład nad lotniskiem. Drugą możliwością jest zakłócenie częstotliwości, na której porusza się dron i bezpieczne sprowadzenie go na ziemię. Tak właśnie działają jammery – zagłuszacze dronów.

Z perspektywy służb bezpieczeństwa dron jest nieprzewidywalny tak, jak wspomniana wcześniej mucha. Ale w odróżnieniu od złośliwego insekta może zrobić dość groźne spustoszenie – nie tylko zresztą na lotnisku, ale też fruwając nad rafinerią, elektrownią, fabryką, bazą wojskową, a nawet granicą państwa. Dlatego coraz częstsze incydenty sprawiają, że służby nie mogą się z dronami patyczkować.

Defender DZ-01 Pro to przykład zagłuszacza, który chroni teren przed dronami do odległości 5 km. W skrócie: namierza drona, przejmuje nad nim kontrolę i sprowadza go na ziemię. Łapie drona na różnych częstotliwościach – niższych: w okolicach 2,4 GHz i wyższych: około 5,8 GHz. Uwzględnia różne systemy nawigacji – GPS, europejskie Galileo, rosyjski Glonass, chiński Beidou – dlatego dron może działać na którymkolwiek z nich, a i tak zostanie ściągnięty na ziemię. Chodzi dokładnie o ten model zagłuszacza.

Gdzie nie można latać dronem?

Gdzie można latać dronem?

No to jeszcze od drugiej strony. Lotniska zabezpieczają się przed dronami, a gdzie właściwie takim dronem latać można, a gdzie nie? Pisaliśmy już o tym na naszym blogu, ale warto o tym jeszcze wspomnieć, w bardzo dużym uproszczeniu. Niebo nad Polską, wzdłuż i wszerz podzielone jest na strefy „dostępu”. Strefa C i D to przestrzeń kontrolowana odgórnie. Nie można więc w niej frywolnie latać – potrzebne jest pozwolenie na lot, który zresztą musi być wcześniej zgłoszony, a sam operator musi być w stałym kontakcie z kontrolerem lotu.

Teoretycznie, loty bez zgłaszania i formalności możliwe są w strefie G. Ale i w niej są wycinki, w których operator nie może czuć się zupełnie wolny jak ptak, bo potrzebna jest zgoda odpowiednich służb. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Najlepiej skorzystać z map, które wyraźnie pokazują wszystkie strefy, np. tutaj.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone