Przedstawiamy kolejne wyniki konkursu na temat: „Gdyby Twój pies mógł chadzać własnymi drogami, gdzie by się udał i w jakim celu?”.

W pierwszej części przedstawiliśmy wygrany wiersz oraz wyróżnione prace, które najbardziej spodobały się jury. Tym razem chcielibyśmy zamieścić kolejną część niezwykłych prac naszych czytelników. Zwyciężczyni konkursu otrzymała lokalizator GPS dla psa lub kota Tractive TRATR1. Gratulujemy serdecznie i zapraszamy do przeczytania kolejnych prac.

lokalizator gps dla psa

=

Praca Pani Igi P.:
„Mój pies pewnie gdyby miał taką możliwość popłynąłby jachtem na rejs po morzach i oceanach. Zapewne biorąc zapas cielęcych kości, ulubionych smakołyków i ciepły kocyk. Jako że uwielbia pływać, to cały dzień spędzałaby na łowieniu smacznych ryb i kąpieli. Wieczorami patrzyłaby na zachody słońca, a w ciągu dnia na horyzont, poszukując nowych lądów z powiewającymi na wietrze uszami. Przybijając do portu, czekałyby na nią za każdym razem nowe rączki do głaskania i tulenia. Może nawet by zabrała chętnych na przygodę z białym pirackim psiakiem, w rejs po przygodę życia.”Iga P. i psiak Aqua


Praca Użytkownika Basia1975:

„Wystepują:
Nawigacja GPS Psia (nos, trufla, kichawa…..)
Frodo (pies, TTB, Stafford….)
Pańcia Basiunia
14.15 – wyruszamy (zerwałem się ze smyczy!!!) na lody!
Nawigacja: Skręć w prawo. Idź prosto przez 100m, skręć w lewo, idź prosto 200m, skręć w prawo, idź prosto 300m, na rondzie skręć w prawo-drugi wyjazd, idź prosto 150m – dotarłeś na miejsce!
Frodo: O! Budka z lodami! I ta fajna Pańcia, która mnie zawsze częstuje wafelkiem! Ciamk, mlask, siorp…..Aleeeeeee… Gdzie moja Basiunia? Gdzie moja Pańcia???? Haaaaaloooooo! Zgubiłem się! Nosie pomóż!!! O! Moja Pańcia! Jak mnie znalazłaś???
Pańcia Basiunia: Głuptasie! Masz lokalizator Tractive TRATR1 przy obroży!
KURTYNA

Praca Pana Damiana B.:

„Mój pies, Lucky, z pewnością wybrał by się na spacer do swojej psiej krainy w celu poszukiwania góry kości, smakołyków i grupy innych psiaków chętnych do zabawy. Jest psem bardzo zwariowanym i ruchliwym więc dotarcie na miejsce nie zabrałoby mu dużo czasu. Na miejscu znalazłby wiele piłeczek, zajadałby smakołyki i odnalazłby największą kość jaka istnieje na świecie. Wraz z innymi zwierzakami pluskałby się w wodzie, ganiał się i szczekał z radości. Po pewnym czasie jednak z pewnością zatęskniłby za swoim najlepszym przyjacielem i wróciłby szczęśliwy i radosny do domu merdając ogonkiem i skacząc na ręce z tęsknoty.”

Praca Pani Izabeli K.
„Gdyby Max miał sam wybrać się na wycieczkę to z pewnością wybrałby pole minowe (czyt. obszar, gdzie pełno odchodów). Tarzanie w materiałach wybuchowych to super sprawa! Polecamy :)”

Praca Pani Julii D.
Friko przeczołgał się misternie wykopaną dziurą pod ogrodzeniem.
Uf, udało się – pomyślał.
„Trasą znaną ze spacerów dobiegł do przystanku. Rozejrzał się w prawo, w lewo – dobra, nikt nie widzi. Zapalił papierosa i zaciągnął się wolnością. Nie zdążył wypalić, kiedy nadjechał autobus. Wskoczył doń z gracją i ujrzał Azora, kolegę z osiedla.
-Siema Friko!
-Siema Az!
-Jadę na dziewczynki do schroniska, jedziesz ze mną?
Friko nie odpowiedział, tylko zamerdał ogonem na znak, że aprobuje, bo ludzie dziwnie się patrzyli na szczekające psy. Na pewno są wściekłe, normalne psy inaczej szczekają- powiedział wąsaty pan w rogowych oprawkach. Zadzwonię po hycla – i wyjął komórkę.
Psy niepokojone treścią rozmowy zaczęły planować ucieczkę.
Ja wyjdę środkowymi, a ty tylnymi- zarządził Friko.
Spoko- warknął Azo.
Kiedy dojechali do przystanku hycel już czekał.
Łapaj, bij, zabij- krzyknął doń wąsaty jegomość.
Friko miał szczęście. Hycel złapał Azora.
Odbiję cię, Az! Przysięgam – odszczekiwał Friko uciekając.
-A po co, teraz będę miał wszystkie suczki na wyciągnięcie łapy – zaszczekał Azor i zamerdał ogonem.”

Praca Pani Magdaleny S.
„Gdyby mój Gucio mógł chadzać własnymi drogami, to z pewnością udałby się z domową wizytą do swojego najlepszego kolegi z piątego piętra, Amika.Oboje codziennie w południe spotykają się razem na spacerze. Pokonują trasę alejkami wśród bloków, korzystając z uroków trawników, obsikując te same miejsca: raz latarnie, to znowu drzewka czy krzewy napotkane na drodze. Jest również czas na zabawę… nie ma to jak gonitwa… jeden goni drugiego, po czym następuje zmiana. Zarówno Gucio jak i Amik są bardzo towarzyscy. Okazują radość na widok spotkanych nieznajomych piesków. Oboje bardzo lubią również sąsiadkę sunię Malinę, z którą buziaków i obwąchiwania nie ma końca, gdy się spotkają. Coś mi się zatem wydaje, że gdyby Gucio mógł chadzać własnymi drogami, to w pierwszej kolejności udałby się do Amika na małe co nieco w postaci suchej karmy, po czym, z pełnymi brzuchami, oboje udali by się po Malinę (dama musi trzymać linię bo jest po sterylizacji) i w trójkę wybrali na wycieczkę do pobliskiego parku, by poczuć wiatr we włosach podczas zabaw w berka.

Z pewnością przy okazji pozwolili by sobie na tarzanie się w liściach i taplanie w kałużach. Oj, coś mi się wydaje, że cała trójka nie byłaby pierwszej czystości po powrocie do domów. Przypuszczam, że bez wątpienia byłby to bardzo ekscytujący spacer dla całego towarzystwa.W końcu nie ma to jak miło spędzony czas w gronie przyjaciół. A po spacerze obowiązkowa kąpiel, smaczny obiad i sen, by odpocząć i nabrać siły do kolejnego, tym razem wieczornego spaceru.”

Praca Użytkownika syla1991
„Z tej strony Zuzia, jestem ukochanym pieskiem mojej właścicielki Sylwii. Moja Pani pokazała mi ten konkurs i chciałam go przedstawić od mojej strony i moimi oczami. Zacznę od tego, że jestem pieskiem ze schroniska. Podrzucono mnie razem z czwórką mojego rodzeństwa. Mieliśmy wtedy zaledwie kilka tygodni, ale doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że zostaliśmy porzuceni. Jednak szczęście mi dopisało, bo gdy tylko moja Pani zobaczyła moje zdjęcie, od razu postanowiła mnie adoptować! I jestem teraz najszczęśliwszym psiakiem pod słońcem! Choć moja Pani często ma mnie na oku, kiedy wychodzę na dwór, to czasem mogą mi przyjść szalone pomysł,y bo energia aż mnie rozpiera! Uwielbiam biegać i to w takim tempie, że nie możliwe by było mnie dogonić. A moim pierwszym kierunkiem „ucieczki” byłoby schronisko w którym przebywałam. Chciałabym odwiedzić kolegów i koleżanki oraz przekazać im, żeby się nie martwili, bo z pewnością tak jak ja znajdą kochający dom. Następnie udałabym się do czterech różnych domów, w których jest moje rodzeństwo. Ahh, jak ja za nimi tęsknię! Ale ogromnie się cieszę, że znaleźli swoich właścicieli i przebywają w cieplutkich domach. Pobrykałabym z nimi, bo tego ich towarzystwa najbardziej mi brakuje. Razem przeżylibyśmy swoją własną przygodę. Wysokie trawy aż po uszy, górki i doliny, mnóstwo przestrzeni, trochę błota, trochę wody i szaleństwu nie byłoby końca!”

Praca Pani Aleksandry K.
„Kiedy jej nos zwietrzyłby ślad, pobiegłaby za nim w dal. Czy to zając, sarna, lis czy łoś, wiewiórka – jeśli się rusza, należy to gonić. Cel może latać w przestworzach, ale musi być widoczny lub intensywnie pachnieć. Gonić można przecież bez końca, nogi się nie męczą, kiedy cel jest blisko. Jeśli nieszczęśnik da się złapać, czeka go chrzęst kości. Jeśli cudem umknie, pies zdziwiony, że nagle znalazł się daleko. Czas wracać do domu. Acha, świeża kupa na drodze! Czas się wytarzać, trzeba jakoś pachnieć po powrocie do domu. Jeśli znajdzie się jakiś śmierdziel pod liśćmi czy śniegiem, należy go natychmiast odkopać i ponownie włączyć tryb panierowania. Może być nawet zdechła mysz, grunt, żeby była nieświeża. Kiedy zmęczona dotrze do domu, podkuli ogon, spuści wzrok i usiądzie cichutko – poczeka. Kiedyś im przejdzie.”

Praca Pana Jakuba H.
„Wyprawa moich psów (mam dwa) jest łatwa do przewidzenia. To są lagotto romagnolo, psy specjalizujące się w poszukiwaniu trufli. Uwielbiają to
robić, łącząc pracę z zabawą. Niestety, w Polsce trufle nie rosną… Choć
próbujemy im to wynagrodzić zbieraniem zwykłych grzybów to jednak to nie to
samo. Jestem więc pewien, że wyruszyłyby na południe Europy (zapewne do
Włoch, skąd pochodzą), aby tam oddać się swojej pasji.”

Praca Pani Sylwii K.
„Luna ma 4 lata, jest ślicznym owczarkiem niemieckim. Zgubiła się w listopadzie tego roku.Wystraszona przez wystrzały niedaleko lasu, pognała przed siebie. Nie było jej przez tydzień. Gdybym tylko miała wtedy lokalizator, natychmiast byśmy się znalazły.
Gdzież mogła być Lunka? To typ niestrudzonego psa. Pewnie biegała po ulubionych polach, szukała mojego tropu, a kiedy zamiast niego wyczuła trop sarenek, pognała za nim, by na chwilę zapomnieć o samotności, gdzieś na szlaku jej psiej wycieczki na pewno spotkała zające, bażanty, może i dzika widziała z daleka. Zmęczona poiła się zapewne w ulubionej rzece, a nocą, nim zmęczona zasypiała gdzieś w polu lub w lesie, może snuła psie marzenie o powrocie do domu. Lunka jest bardzo wrażliwą sunią, lecz nie brak jej uporu, a usposobienie ma szalone. Zapewne przemierzyła sporo kilometrów, nim się odnalazła. Czy przeżyła jakaś przygodę, gdzie była i jak sobie radziła nie wiem, ale na pewno zapamięta te dni… tak samo jak i ja.”

Praca Pana Krzysztofa H.
„Mam psa rasy Cocker Spaniel. Jest pięknym psem, jego sierść jest złota, a oczy i nos czarne niczym węgiel. Nazywa się Lucky. Nie bez powodu z partnerką go tak nazwaliśmy. Gdy chodzimy z nim do lasu, nasza psinka jest jeszcze na tyle mała, że nie ma pojęcia, jakie mogą czyhać na nią niebezpieczeństwa, gdy się od nas oddala. Lecz jak do tej pory mamy SZCZĘŚCIE, że udaje nam się go jak najszybciej dogonić i upiąć na smycz . Ale w końcu jak każdy szczeniak potrzebuje on ruchu ,aby dobrze się rozwijać . Lucky ma 4 miesiące a wigoru tyle co całe stado psów razem wziętych. Czas mija a Lucky robi się coraz większy i myślę że nie jedna jeszcze jego ucieczka przed nami. Lucky to typowy wędrownik ,myślę że wybrał by drogę pełną szuwarów, gdzie spotykał by jeziora i rzeki. Bo jest psem który kocha wodę.Na pewno nieuniknione by było przez niego, zamoczenie jego długich uszu.

Ale nie tylko swoją podróż by kierował tą drogą,pewnie by myszkował w gęstwinach. Lucky ma bardzo dobry węch i jest czujny.Ooo tak i to bardzo. Już to widzę jak węszy pośród puszczy . Gdzie kopie w ziemi i węszy na krety a poluje na spadające liście z drzew .Myślę że w jego odczuciu jego wycieczka nie była by dla niego ucieczką ,ale poczuciem się przez chwilę wolnym i chwilą do posmakowania życia wśród leśnych zwierząt , po prostu poobserwować . Ponieważ Lucky jest bardzo przyjacielski w stosunku do innych zwierząt . Lecz bardzo bezbronny . Dlatego miło by było jakby posiadał przy sobie coś np. jak GPS ,co by mogło go uchronić przed niebezpieczeństwem napotkanym w trakcie swojej „wycieczki” w pojedynkę. Lucky jest dla nas jak członek rodziny ,bardzo ważny.”

Praca Pani Ewy W.
„Moja cwana Majka rasy york jest najmłodszą członkinią Opolskiego Bractwa Rycerskiego. Mieszka w średniowiecznym grodzie rycerskim i codziennie udaje się na spacer po dziedzińcu i podgrodziu. Zagląda do sali tortur, sprawdza czy machiny oblężnicze są na miejscu… Wiele podróżuje… Regularnie bywa na inscenizacji bitwy pod Grunwaldem, gdzie mieszka z nami w średniowiecznym namiocie. Co noc wędruje po średniowiecznym obozowisku w poszukiwaniu ciepłej skóry czy wiązki słomy u kolejnego rycerza czy pazia. Jest maskotką ruchu rycerskiego, szczególnie w swoim średniowiecznym ubranku. Myślę, że Majka, ze względu na zamiłowanie do historii, udałaby się na kolejny turniej rycerski, aby kibicować członkom naszego bractwa. W końcu ma to we krwi… błękitnej krwi…”

Praca Pani Anety P.
„„Cześć! Mam na imię Riko, chociaż matka często woła na mnie ZOSTAW TO. Lubię urządzać sobie psie wycieczki. Matkę już wytresowałem i łazi za mną, dzięki temu wiem, że się nie zgubi. Gdybym miał wolną łapę, poszedłbym pod stadninę koni, która jest w okolicy. Uwielbiam konie! Ostatnio matka miała do mnie więcej cierpliwości i patrzyliśmy na nie 40 min. Niestety nie pozwoliła mi podejść, ze mnie jest kulturalne futro i chciałem się tylko przywitać. Jakbym już się przywitał z końmi to znalazłbym najwyższy wieżowiec w mieście i wyszedłbym po schodach. Jak byłem małą włochatą kluską to matka nie pozwalała mi wchodzić po chodach, do dzisiaj po złości pędzę, jak tylko widzę w pobliżu jakieś schody. Po takim męczącym wysiłku wpadłbym do jakiejś restauracji i liczyłbym, że komuś coś przypadkiem spadnie z talerza. Po tak wyczerpującym dniu doczłapałbym do domu aby mnie matka wytarmosiła za futro:)”

Praca Pana Mateusza W.
„Oczyma wyobraźni widzę jak mój pies wyrywa ze smyczy podczas jednego ze spacerów. Znajduję go 5 km od domu dzięki lokalizatorowi GPS przyczepionemu do obroży. Co ciekawe, lokalizator nie tylko odnalazł moją zgubę, ale zostawił w aplikacji na smartfphonie tajemnicze nagranie audio. Niemożliwe! To było nagranie myśli mojego psa! Poniżej dzielę się ich treścią.
„Pewnego dnia właściciel zamontował mi na obroży małą elektroniczną płytkę. Czekając na to, co zrobi dalej, usłyszałem komendę: „Lasti! Po długiej przerwie wreszcie idziemy na spacer. Tym razem nie wywiniesz się tak jak ostatnio. Mam lokalizator i nie zawaham się go użyć!”. Spacer był dla mnie okazją na przeczytanie wszystkich wiadomości jakie zostawiają po sobie psy. Tak. Psy mają swoje smsy. Niestety długość smyczy znacznie ogranicza ilość wiadomości jakie można przeczytać, dlatego ostatnio zrobiłem psikusa i wyrwałem się przed siebie, by móc odczytać treść pełnej rozmowy sms-psowej. Okazało się, że w miejscowości oddalonej o 5 km, żyje pies, który interesuje się mleczami. Zwał się Hektor. Na swoim podwórku pisał bloga o mleczach. Na miejscu okazało się, że był labradorem o kremowym umaszczeniu. Hektor był lekkoduchem i potrafił mówić o mleczach godzinami. Wciągnął mnie jego artykuł o zdrowotnych właściwościach tej rośliny. Zaraz, czy nie widzę na horyzoncie mojego pana? Skąd wiedział, że tu będę? Może ludzie mają jeszcze lepszy węch od psów?”

Praca Pani Elżbiety N.


„Nawet nie wiesz Maksymilianie – wilku i rozbójniku, jak ja Cię znam. Mimo, że kluczysz, zacierasz ślady, udajesz umrzyka (perfekcyjnie!) – ja Twoja pani wszystko o Tobie wiem. Wiem w kim się kochasz, kogo nienawidzisz, a kogo byś najchętniej zamordował. Widzę, jak udajesz, że śpisz za jaśminem, a spod rzęs wilczych dwukolorowych oczu obserwujesz wróble i gołębie spożywające Twój obiad – i nagle, kiedy niczego się nie spodziewają wyskakujesz, jak sprężyna i groźnym kłapnięciem uświadamiasz czyja to miska (a przecież wcale nie byłeś głodny!). Gdybyś się wybrał samotnie na wycieczkę wiele stworzeń trzęsło by się ze strachu pół dnia. Na początek miedza – zrobiłbyś porządek w ogródkach nornic, z nosem w glebie zapomniałbyś nawet oddychać, ale prowiant na drogę trzeba przecież zdobyć (przypomnij mi: bardzo byłeś głodny?). Potem pędem w stronę lasu – wspaniały jest ten wiatr we włosach, prawda?), a tam odpoczywające zajączki, pasące się sarenki – trzeba by pogonić dla sportu, bo jednak – niestety są szybsze, no ale jakby się udało, to czemu nie? Taka sarnina jest dobrą alternatywą dla psiej karmy, spróbowałbyś chociaż wcale nie jesteś głodny. No a potem, to już 3 stawy – posiadłość Pana Bobra, co nie wiadomo dlaczego Cię tak wkurza. Łazi ten jegomość w tunelach pod Twoimi łapami, obgryza takie fajne drzewka, pływa jak ryba – oj, odgryzł byś mu ten tłusty ogon!

Z bólem zostawiasz zarozumialca, straszysz jeszcze zakochaną parę łabędzi, ale tak pro forma, bo pływać to Ty nie bardzo – niech tylko wiedzą kto tu rządzi. Umorusany i cały w rzepach pędzisz do suczki leśniczego uroczej, ale mającej groźnego obrońcę – wściekłego wilczura, powkurzasz go trochę patrząc jej w oczy z uwielbieniem i robisz zwrot przez wieś,wywołując jazgot zazdrosnych podwórkowców, łaskawie pobawisz się z zakochanym kundelkiem, no i po małych 3 godzinach wracasz. Czasem kuszą Cię jeszcze otwarte drzwi czyjegoś samochodu (wiem, wiem, tak do mnie trafiłeś), ale jednak nie ulegasz pokusie, dochodzisz do wniosku, że bardzo mnie kochasz i fajnie Ci za tym jaśminem. Jesteś wilkiem, masz pierwotną naturę, jesteś bezwględny dla słabszych, a koty jakoś specjalnie Cię denerwują, ale dla mnie potrafisz nawet zaprzyjaźnić się z moim, ale co do jedzenia z miski – co to, to nie! A przecież NIGDY nie jesteś głodny! No ale jesteś wilkiem, który polowanie i ucieczki ma we krwi – ale jest sposób żeby wszystko o Tobie wiedzieć! Przekonasz się…”

Praca Pana Michała M.
„Gdyby mój pies mógł chodzić własnymi ścieżkami, to poszedłby wieczorem na plażę i patrząc w gwiazdy, rozmyślałby czy dobrze przeżył ostatnie 13 lat. Myślałby o patyczkach, tych, które dał radę unieść i rozgryźć i o tych niezdobytych, które były za duże. Myślałby o relacjach z innymi psami, o tym czy warto było tak się denerwować i rzucać na inne psy, czy może lepiej było po przyjacielsku podejść i się powąchać. Po chwili zadumy mój pies stwierdziłby, że szkoda czasu na takie rozmyślania i poszedłby kopać dziurę…”

Praca Pani Natalii P.
„Gdyby moja sunia mogła chadzać swoimi drogami, to pierwszym miejscem, do którego by się udała, byłoby przedszkole, ponieważ uwielbia dzieci. Mimo iż jest rottweilerem, zawsze z tęsknotą spogląda w kierunku dzieci. Uwielbia, gdy maluchy ją przytulają. Myślę, że w przedszkolu świetnie odnalazła by się w roli pani przedszkolanki. Swoją energie spożytkowałaby na przeprowadzenie zajęć ruchowych z najmłodszymi. Nie straszne są jej mocniejsze szarpnięcia, ciągniecia za ucho czy ogon. Traktuje to jako świetną zabawę. Ma ogromne serce, jest bardzo czuła i empatyczna, a to jest podstawowa cecha niezbędna do pracy z dziećmi. Swoją obecnością dałaby dużo radości dzieciom ale sama sobie sprawiłaby jeszcze większą radość.”

 
W następnym artykule zamieścimy kolejną część wspaniałych prac naszych czytelników. Przypominamy, że oprócz lokalizatora Tractive posiadamy w swojej ofercie wiele innych nadajników GPS, które lokalizują pojazdy, osoby i zwierzęta.
Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone