Aaa, kotki dwa, szarobure obydwa – tymi słowami, śpiewanymi ponad 70 lat temu przez Eugeniusza Bodo, rodzice usypiają swoje dzieci, aby potem czmychnąć z ich sypialni i mieć chwilę świętego spokoju. Ale kotki nie zawsze kojarzą się ze słodką kołysanką czy błogim relaksem w towarzystwie futerka wydającego purr, purr, o czym przekonała się Keira Knightley, której stalker udawał kota. Kucając przed jej skrzynką na listy i głośno miaucząc.

Aktorka nie wychodziła go pogłaskać. Panicznie bała się wychodzenia z domu. Stalker przy okazji mruczanda podrzucał jej listy bez znaczków, w tym – kartkę pocztową z uroczymi, mrugającymi kotkami, mającą rozczulić, ale u Keiry wywołującą raczej oblanie zimnym potem.

Ciarek na plecach przysporzyła jej też muzyka o kotach, którą Mr McCattipus – bo takie nazwisko przyjął prześladowca – podrzucił jej na pendrivie… Skojarzenia nie tylko z kotem, ale też z ośmiornicą (ang. octopus) murowane – na szczęście McCattipus nie oplótł Keiry swoimi mackami, bowiem aktorka spadła na cztery łapy i sprawa wylądowała w sądzie. Tylko jeśli w głowie jej gra jeszcze piosenka nagrana przez stalkera pt. The Fuzzy Kitty Waltz, na pewno nie brzmi tak przyjemnie jak utwór Smelly Cat Phoebe Buffay z sitcomu Friends.

Przez sławną absolwentkę Uniwersytetu Yale zginąłby Ronald Reagan

Niedoszły zabójca prezydenta Ronalda Reagana, John Hinckley, po 35 latach pobytu w szpitalu psychiatrycznym opuścił go we wrześniu br. 61-latka do tej próby popchnęła miłość do Jodie Foster, która w latach 80. studiowała literaturę na Uniwersytecie Yale.

Widocznie nie widziała niczego poetyckiego w romantycznych liścikach podrzucanych przez Hinckleya, który nie zniósł ignorowania i pomyślał, że zaimponuje dziewczynie… zabójstwem głowy państwa.

Cyberstalking nie wyparł jeszcze klasycznego stalkingu, który drepcze w kierunku oficjalnej czwartej dekady działalności. Jak wędrowny cyrk zmienia formy swoich przedstawień, ekscytująco zaskakując bierną widownię i przyprawiając o ciarki tych pechowców, których wyróżnia zaproszeniem na scenę.

Dzisiaj tradycyjny stalking coraz mocniej łączy się z cyberstalkingiem: teraz wystarczy zrobić ukradkiem zdjęcie przypadkowej osobie w autobusie, tramwaju czy na ulicy, aby potem w bardzo prosty sposób znaleźć ją w internecie, co udowodnił eksperyment Yegora Tsvetkova.

Your Face Is Big Data

Ponad 100 zdjęć w 6 tygodni – taką pracę wykonał rosyjski fotograf, robiąc zdjęcia przypadkowym osobom w petersburskim metrze.

Następnie wykorzystał swoją kolekcję do wyśledzenia tych osób w internecie, używając do tego aplikacji FindFace, która przeskanowała rosyjską sieć społecznościową VKontakte i dopasowała do nietypowego portfolio fotografa profile uwiecznionych.

Była skuteczna w 70%, mimo że zdjęcia z VKontakte znacznie różnią się od fotografii ludzi spotkanych w metrze. Ten eksperyment pokazuje też, jak przeciętnie ludzie wyglądają na co dzień, a jak kreują się w mediach społecznościowych.

Rozpoznawanie twarzy na zdjęciu

Algorytm DeepFace na Facebooku rozpoznaje twarze z 97% skutecznością

Wyćwierkane groźby, ale nie prosto do uszka

Związki celebrytów nie tylko ekscytują, ale też burzą spokój ducha. Niektórzy podziwiają romantyczne fotki celebrytów, a inni zaś czerwienią się ze złości na ich widok, otwierają social media i… zgodnie z średniowieczną zasadą danse macabre grożą sławom sprowadzeniem ich z panteonu gwiazd na ziemię, albo raczej – pod ziemię, żeby powąchali kwiatki od spodu.

Stalker Ellen Page groził jej na Twitterze, szantażując, że jeśli nie skończy z Alexandrem Skarsgardem, stalker publicznie z nią skończy. Obojętnie, czy będzie to w restauracji, kiedy ostatni posiłek utknąłby jej w gardle, czy kiedy podpisywałaby autografy i jej ręka zastygłaby z długopisem fana. Sprawa skończyła się zakazem zbliżania się do aktorki dla stalkera.

Stalking celebrytów, jak i przeciętnego Kowalskiego łączy jedno – nie zostanie przerwany, dopóki Policja nie będzie miała wystarczających dowodów przeciwko stalkerowi, który w tym czasie nie przerywa dręczenia swojej ofiary.

Stalking na Facebooku

Na Facebooku od czasu do czasu podglądasz profile znajomych znajomych lub obserwujesz profile interesujących nieznajomych? Jest w tym mały pierwiastek stalkingu

Stalking na Twitterze

Hashtag #kill na Twitterze zniesie wszystko – od piosenek przez pobijanie rekordów po tragedie i groźby. Czy zniosą to wszyscy?

Z tym walkę zapowiedziała Amber Rudd z rządu Theresy May, ale niektóre głosy już mówią, że nowe prawo nie powstrzyma cyberstalkerów, dziękującym wspaniale rozwiniętym mediom społeczniościowym, które nas omotały.

The Guardian podaje, że pewny stalker wyguglował nazwisko swojej ofiary ponad 40 tysięcy razy w ciągu roku, a organizacja Suzy Lamplugh Trust mówi, że 37% przypadków stalkingu wiąże się z wirtualnym światkiem.

Nowe prawo dotyczące stalkingu w Anglii i Walii jeszcze nie weszło w życie, a już jest krytykowane

1,5 miliona kobiet i ponad 800 tysięcy mężczyzn pada ofiarami stalkerów – tak podaje Amber Rudd, która ogłosiła wprowadzenie nowych nakazów ochrony cywilnej, dzięki którym policja zareaguje jeszcze przed aresztowaniem i skazaniem podejrzanego o stalking.

Wtedy nałoży na niego zakaz zbliżania się do ofiary, ale też będzie mogła ograniczyć mu dostęp do internetu i wysłać na obowiązkowe leczenie psychiatryczne lub specjalny program rehabilitacyjny. Złamanie nakazu będzie traktowane jako przestępstwo i karane maksymalnie – 5 latami więzienia.

Krytycy ostrzegają jednak, że ofiary cyberstalkingu i tak nie odczują wielkich zmian przez wprowadzenie nowych zakazów. Bowiem jak realnie ograniczyć podejrzanemu dostęp do internetu, który jest wszechobecny, i nawet jeżeli stalker nie skorzysta z niego w domu, to już w inny sposób postara się o to, aby pamięć o nim trwała w ofierze.

Na barkach wspomnianego mężczyzny, uzależnionego od wyszukiwania w sieci nazwiska swojego obiektu obsesji, ciążyły już trzy zakazy zbliżania się, a mimo to zatwardziale śledził swoją ofiarę. Media społecznościowe powstały, aby łączyć ludzi, tylko że pozbycie się natręta atakującego wieloma kanałami online jest trudniejsze od spalenia niechcianego listu w kominku.

Pisaliśmy o tym, jak użytkownicy Facebooka czy Twittera relacjonują swoje życie online i jak chronić swoje prywatne dane w social media przez niepożądanym okiem, ale komentarze typu Prywatność w XXI wieku? Nie żartuj sobie ze mnie i tak przypominają, że korzystanie z najwyższych ustawień prywatności w mediach społecznościowych i co najmniej dwukrotne zastanowienie się przed wrzuceniem zdjęć do internetu to tyle, co brudu za paznokciem.

Ale taki Obawiający się Olek mógłby powiedzieć, że lepiej zrobić tyle, niż nie robić nic.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone