Ujawnianie światu zbrodni i matactw wielkich korporacji to ogromne ryzyko. Potwierdza to przypadek Karen Silkwood, pracownicy zakładu jądrowego należącego do przedsiębiorstwa Kerr-McGee. Oto smutna historia kobiety, która za uparte dążenie do prawdy zapłaciła najwyższą cenę.

Młoda zdolna

Karen Gay Silkwood urodziła się 19 lutego 1946 roku w teksaskim mieście Longview. Od najmłodszych lat dziewczyna cechowała się bystrością i pociągiem do nauk ścisłych. Po skończeniu liceum Karen rozpoczęła studia medyczne na uniwersytecie Lamar w Teksasie, gdzie z łatwością uzyskała stypendium naukowe. Po tym, jak w 1965 roku wyszła za Williama Meadowsa rozpoczęła życie skromnej gospodyni domowej. Jak łatwo się domyślić, nie była zachwycona tą zmianą.

młoda karen silkwood szpieg w elektrowni jądrowej

Następne siedem lat upłynęło jej na domowych obowiązkach, wychowywaniu trójki dzieci i coraz częstszych kłótniach z nadgorliwym małżonkiem. Kiedy w 1972 roku rozrzutny tryb życia Williama doprowadził parę na skraj bankructwa, cierpliwość Karen się wyczerpała. Zostawiła męża i wyjechała do Oklahomy, gdzie zatrudniła się jako analityk laboratoryjny w zakładzie jądrowym wchodzącym w skład potężnego koncernu Kerr-McGee.

Gigant na nuklearnym rynku

Warto w tym miejscu poświęcić kilka zdań firmie, w której Karen Silkwood znalazła zatrudnienie. Założone w 1929 roku Kerr-McGee szybko stało się gigantem branży energetycznej w Stanach Zjednoczonych. Założyciel firmy, Robert Kerr był gubernatorem Oklahomy, a nawet kandydował w 1952 roku na prezydenta z ramienia demokratów. Aż do swojej śmierci w 1963 roku Kerr uważany był za jednego z najpotężniejszych ludzi w całym kraju. Jego następca, Dean McGee również nie pozostawał w tyle – doradzał choćby prezydentom Kennedy’emu i Fordowi w zakresie polityki obronnej i zarządzania energią.

skażony obszar zamknietej elektrowni atomowej

Początkowo firma zajmowała się głównie wydobyciem i dystrybucją gazu ziemnego i ropy naftowej, z czasem jednak zwróciła swoją uwagę na energetykę jądrową. Kerr-McGee szybko zyskało status największego dostawcy uranu w kraju, w latach 70. zaś przerzuciło się na bardziej opłacalny pluton, z którego wytwarzała pręty paliwowe do reaktorów jądrowych. Pomimo poważnej pozycji na rynku wizerunkowi firmy daleko było od ideału. Na przestrzeni lat przedsiębiorstwo borykało się z licznymi oskarżeniami m.in. odnośnie zanieczyszczania środowiska, złego traktowania pracowników i narażania ich na niebezpieczeństwo podczas pracy z radioaktywnymi substancjami.

Zawód szpieg

Na początku kariery w firmie Karen była gorącą zwolenniczką energii jądrowej. Wierzyła, że odpowiednie i bezpieczne wykorzystanie radioaktywnych substancji przyniesie światu wiele korzyści. Jej entuzjazm nie ostał się długo. Dowiedziawszy się o poważnych zagrożeniach związanych z plutonem Silkwood dołączyła do związku zawodowego pracowników przemysłu chemicznego i atomowego (Oil, Chemical and Atomic Workers Union) i zaczęła otwarcie krytykować zarząd firmy. Niedługo później wzięła udział w strajku pracowników, po którego zakończeniu znalazła miejsce w komisji negocjacyjnej związku zawodowego.

Od tamtego momentu głównym zadaniem Karen było sprawowanie kontroli nad procedurami bezpieczeństwa w zakładzie. Te, jak się okazało, pozostawiały wiele do życzenia. Narażanie pracowników na kontakt z zanieczyszczeniami, brak wystarczającej liczby kabin prysznicowych, fałszowanie dokumentacji, wadliwe kombinezony ochronne i niewłaściwe przechowywanie próbek to tylko niektóre z licznych nieprawidłowości odkrytych przez Silkwood. Wychodziło na to, że firma, chcąc zmaksymalizować tempo produkcji, celowo dopuszczała się zaniedbań w imię zasady „po trupach do celu”. Karen zaczęła dyskretnie gromadzić dowody przeciwko swojemu pracodawcy, aby raz na zawsze położyć kres niebezpieczeństwu. Dla niej samej było już jednak za późno, o czym wkrótce się przekonała.

Śmiertelne skażenie

W listopadzie 1974 roku Karen nie czuła się dobrze. Podczas rutynowej kontroli zdrowia okazało się, że jej ciało zawierało dawkę promieniowania ponad 400 razy wyższą od dopuszczalnej normy. Stężenie było tak silne, że nawet w wydychanym powietrzu znajdowały się ślady radioaktywnych substancji. Według lekarzy była to dawka, która gwarantowała złośliwą chorobę nowotworową. Tragikomiczny wydźwięk mają tłumaczenia firmy, która musiała odpowiedzieć na zarzuty ze strony związku zawodowego. Otóż zarząd jawnie oskarżał Karen o celowe napromieniowanie się, by postawić przedsiębiorstwo w złym świetle.

Wiedząc, że nie pozostało jej dużo czasu, Karen postanowiła działać. Skontaktowała się z Davidem Burnhamem, dziennikarzem New York Timesa, któremu miała przekazać zgromadzoną dokumentację. Treść dokumentów raz na zawsze ujawniłaby światu proceder, którego dopuszczało się Kerr MgGee. Niestety Karen nigdy nie dojechała na miejsce spotkania.

Ostatnia podróz

Wieczorem 13 listopada 1974 roku Silkwood spotkała się z kilkoma członkami związku w kawiarni Hub w mieście Crescent. Kobieta miała przy sobie segregator i paczkę z dokumentami dla Burnhama. Po spotkaniu Karen wsiadła do samochodu i wyruszyła do oddalonego o niecałe 50 kilometrów Oklahoma City na umówione spotkanie z dziennikarzem. Był to ostatni moment, w którym widziano ją żywą.

W czasie jazdy samochód kobiety zjechał z drogi i uderzył z dużym impetem w przepust przy wschodniej stronie autostrady stanowej nr 47. W wyniku silnego uderzenia Karen zginęła na miejscu. Przybyła na miejsce policja znalazła w samochodzie kilka tabletek metakwalonu (dość silny środek uspokajający) oraz marihuanę. Brakowało za to dokumentów, które Karen miała przy sobie kiedy wsiadała do samochodu. Sekcja zwłok wykazała obecność 0,35 miligrama metakwalonu na 100 mililitrów krwi, czyli ilość dwukrotnie większą od standardowej dawki.

Według policyjnego scenariusza kobieta usnęła za kierownicą. Sprawa nie była jednak taka oczywista. Mając we krwi tak dużą ilość środków odurzających, Karen ledwo mogłaby chodzić, nie mówiąc już o prowadzeniu samochodu. Podczas ostatniego spotkania w kawiarni zachowywała się zupełnie normalnie, co potwierdzili jej towarzysze. Z tyłu wraku samochodu znaleziono też wgniecenia, które ewidentnie nie powstały w wyniku wypadku, a także odpryski lakieru innego samochodu. Wiele wskazywało na to, że ktoś celowo zepchnął Karen z drogi.

Marne zwycięstwo

Nikt z rodziny Karen nie chciał uwierzyć, że jej śmierć była przypadkowa. Krótko po zakończeniu śledztwa ojciec i dzieci kobiety wnieśli pozew sądowy przeciwko firmie Kerr-McGee. Była to ówcześnie największa batalia sądowa w historii stanu Oklahoma. Według nieoficjalnych informacji (opisanych w książce The Killing of Karen Silkwood) prawnicy Silkwoodów byli prześladowani i zastraszani, a jeden z kluczowych świadków popełnił samobójstwo tuż przed tym, jak miał zeznawać przeciwko nuklearnemu gigantowi. Ostatecznie rodzina Karen otrzymała odszkodowanie w wysokości 1,38 miliona dolarów, zaś dalsze postępowanie przeciwko przedsiębiorstwu zostało umorzone.

Pewnym pocieszeniem w tej smutnej historii jest fakt, że śmierć Karen Silkwood nie poszła na marne. Postawa kobiety przyczyniła się do znacznej poprawy standardów i procedur bezpieczeństwa w ośrodkach i przedsiębiorstwach mających do czynienia z radioaktywnymi substancjami. Historia Karen przedostała się również do popkultury. Na bazie jej historii powstało kilka książek, a nawet fabularny film kinowy pt. Silkwood wyreżyserowany przez Mike’a Nicholsa w 1983 roku z Meryl Streep w roli głównej.

historia Karen Silkwood film fabularny w reżyserii Mike'a Nicholasa

Przypadek śmierci Karen Silkwood do dziś uchodzi za rażący przykład niesprawiedliwości. Pomimo przesłanek wskazujących na morderstwo władze nigdy nie zajęły się tą sprawą na poważnie. Czy śmierć kobiety wbrew logice i licznym tropom rzeczywiście była tylko nieszczęśliwym przypadkiem? A może odpowiadał za nią ktoś, komu prywatne śledztwo Silkwood nie było na rękę? Prawda już na zawsze zostanie okryta tajemnicą.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone