Kiedyś był sobie Ferbie. Włochata sowa, która żarła zmyślone jedzenie – dosłownie wyssane z palca. Mrugał powiekami i uczył się prostych nawyków. Teraz każdy może mieć swojego własnego asystenta – Asystenta Google, który powie nam jaka będzie pogoda, wykręci numer do kogo chcemy, opowie czerstwy dowcip.

Ale Asystent to ledwie zalążek zalążka uczenia się maszynowego – ANI, czyli Artificial Narrow Intelligence. Nie mówiąc już o AGI (Artificial General Intelligence) czy wręcz ASI (Artificial Super Intelligence), która potrafiłaby myśleć, jak człowiek. Google i jego naukowcy z ekipy Google Brain to jedni z najważniejszych badaczy sztucznej inteligencji. Pod koniec 2018 stworzyli AI, która stworzyła... inną AI. Cała rodzinka błyskawicznie uczy się rozpoznawać obiekty – ludzi, samochody, światła na skrzyżowaniach – i robi to coraz lepiej. AutoML – czyli robot-rodzic tworzy NASNet, czyli roboty-dzieci do odpowiednich zadań. Potem testuje, jak radzi sobie architektura NASNet, otrzymuje od niej informacje i wszystko zaczyna się od nowa. Cały projekt ma za zadanie wnieść aplikacje na nowy poziom. Jest dostępny jako open source – otwarty na pomysły nawet spoza Google.

Twarz algorytmu

Żaden człowiek nie ma tyle życia, żeby przeczytać cały internet. A Sophia ma. To humanoidalny robot stworzony w 2015 przez Hanson Robotics. Można z nią prowadzić rozmowy. Czasem zaskakuje ciętą ripostą. Czasem tępym bełkotem. Ale tak czy owak zaskakuje.

Sophia chętnie udziela wywiadów i pojawia się na konferencjach, a nawet na zgromadzeniu ONZ. Zdarza jej się rzucić jakiś mrożący krew w żyłach żarcik o panowaniu robotów nad ludźmi, ale ogólnie jest raczej pacyfistką. W dodatku jest też samoukiem – całą wiedzę czerpie z internetu, analizując miliony stron. Szybko rozpoznaje w jakim nastroju jest jej rozmówca, a jej twarz też jest pełna 60 różnych emocji.

Jeszcze bardziej humanoidalna jest Xin Xiaomeng – nowa prezenterka chińskiej telewizji Xinhua. Nie przeszłaby co prawda prostego testu z cyklu „potwierdź, że nie jesteś robotem”, ale za to od marca prowadzi serwis informacyjny. Podobnie zresztą, jak jej redakcyjny kolega – Qiu Hao. Nie tylko siedzą przy stole i przez 24h opowiadają o najnowszych doniesieniach, ale też wstają i gestykulują, dla podkreślenia wgranych emocji.

O czym z botem rozmawiać?

Tymczasem 24 godziny nie kojarzą się raczej zbyt dobrze Microsoftowi, który póki co nie ma szczęścia do swojej AI. Jakiś czas temu zaprojektował bota internetowego, który miał uczyć się dobrych manier od swoich rozmówców. Gigant nie przewidział jednak, że mało ogarnięty bot będzie dla dowcipnych homo sapiens równie łatwym kąskiem, co obcokrajowiec nieznający języka. W ten sposób bot w ciągu doby stał się wulgarnym faszystą.

Z kolei Facebook już na początku 2017 roku pracował nad botami, które mogłyby ze żwawością sztucznej inteligencji prowadzić negocjacje z klientami. W praktyce test polegał na pracy w duecie – czyli dyskusji dwóch botów o wymianie dóbr między sobą. Każdy z nich miał zgarnąć dla siebie jak najkorzystniejsze rzeczy. Były tam piłki, kapelusze czy książki – bot może piłką nie rzuci, kapelusza nie założy, ale książkę pewnie chętnie by przeczytał. Na raz. Tak czy owak, programistom Facebooka marzyła się sytuacja, w której boty ostatecznie dogadują się i oba są zadowolone. Roboty rozmawiały ze sobą po angielsku, ale po pewnym czasie uznały najwyraźniej, że sposób komunikacji ludzi jest dla nich mało efektywny.

Trochę technologii i człowiek się gubi?

Mniej więcej w tym samym czasie Elon Musk stwierdził, że jest zdziwiony brakiem odgórnych przepisów, które regulowałyby pracę na AI. Swoje zdanie podtrzymuje do tej pory, bo i w kwestii przepisów nic się nie zmieniło. Prezes Tesli nie ma na myśli tylko sztucznej inteligencji na rynku pracy – mogłaby zastąpić ludzi w wielu zawodach – ale też podejście futurystyczne, w którym AI jest na tyle inteligentna, że człowiek za nią nie nadąża.

Sztuczna inteligencja - technologia

Musk założył więc organizację Open AI, która ma tworzyć bezpieczną AI. Paradoksalnie, ostatnio jeden z projektów musieli zamknąć, bo sztuczna inteligencja była zbyt dobra. Zaprojektowano ją, żeby pisała fake newsy – wprowadzano zdanie początkowe, a ona miała rozwijać dalszą część na podstawie milionów artykułów wyszukanych w sieci. Algorytm okazał się tak skuteczny, że jej fake newsów nie sposób było odróżnić od prawdopodobnych. Dlatego skutki mogły trochę wymknąć się spod kontroli i program zamknięto.

Mimo że dzisiaj „sztuczna inteligencja” to bardziej uczenie się maszynowe, to według wielu do 2060 – a według wspomnianego Muska, do 2040 – sztuczna inteligencja będzie we wszystkim lepsza od ludzi. Dzięki temu przyśpieszy diagnozy medyczne (już teraz wykrywa chorobę Alzheimera na 6 lat przed diagnozą lekarską) czy zawiezie nas gdzieś samochodem autonomicznym. Ale jeszcze daleka droga zanim świetne algorytmy zaczną rzeczywiście myśleć.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone