Kantor. Zwykle mała niepozorna budka po brzegi wyładowana pieniędzmi. Taka szafa z kasą. Człowiek wchodzi – i już czuje powiew Europy od namacalnych euro albo wielorazowy olej, na którym smażony jest amerykański sen. No dobra, prawdopodobnie to tylko paciorkowce i pałeczki okrężnicy, które pasą się na banknotach, ale one podróżują z nami bez biletu. Za darmo. Za darmo to zresztą słowo klucz tego artykułu – bo w naszym kantorze zdążyliśmy już zostawić odpowiednią wartość spreadu przy wymianie jednego króla na innego króla z zagranicy. Jednak od jakiegoś czasu można to wszystko – wszystko – zrobić dużo prościej. Wszystko dzięki aplikacji Revolut, która zresztą podsuwa pytanie o to, czy to wszystko jest jeszcze bezpieczne dla naszych pieniędzy.

Jak działa Revolut?

Pobieramy aplikację z Google Play lub AppStore. Wpisujemy swoje dane personalne. Doładowujemy konto złotówkami lub inną walutą – od najpopularniejszych euro czy dolarów aż po egzotyczne, jak indyjskie rupie. Na tym etapie to jednak tylko e-portfel, na którym możemy przechowywać pieniądze w różnych walutach. Co ważne, nie są one oprocentowane – to nie konto oszczędnościowe, ale jednocześnie wymiana jednej waluty na drugą nie jest obciążona żadnymi dodatkowymi kosztami, żadną marżą – liczy się jedynie aktualny kurs na światowym rynku międzybankowym. Taka wymiana odbywa się za pomocą zaledwie kilku kliknięć. Wciąż jest to jednak tylko e-portfel albo, jak kto woli, kieszonkowy kantor – bo w ramach podstawowego konta Revolut możemy sobie wymienić kwotę równowartą 20 tys. zł na miesiąc.

Jak płacić za granicą bez dodatkowych opłat?

I tu docieramy do kluczowej kwestii, wisienki na torcie, życiowej misji Revoluta – płatności za granicą bez dodatkowych opłat przy wymianie waluty. Ale po kolei. Aby w pełni korzystać z aplikacji musimy udowodnić, że my to my, co również odbywa się maksymalnie prosto. Sięgamy po dokument, który potwierdzi naszą tożsamość – np. dowód osobisty, prawo jazdy, paszport. Aplikacja mówi nam jakie strony sfotografować i prosi o pstryknięcie sobie jeszcze „selfie”, żeby już nikt nie miał wątpliwości. Później czekamy nie dłużej niż godzinę na weryfikację naszych danych przez Revolut i pozostaje nam już tylko jedna kwestia – zamówienie karty płatniczej – fizycznej lub wirtualnej, żebyśmy rzeczywiście mogli używać aplikacji do robienia międzynarodowych zakupów. Karta kosztuje 20 zł i, jeśli zależy na nam na karcie fizycznej, musimy poczekać na nią kilka dni – zazwyczaj około 4.

W ten sposób możemy bez problemu płacić za granicą w lokalnej walucie – za pomocą karty Revolut lub telefonu z aplikacją (a więc kartą wirtualną) – aplikacja sama zmieni walutę w czasie transakcji lub możemy to zrobić ręcznie, w kilka sekund, tuż przed zakupem kawy w Mediolanie czy paelli w Hiszpanii.

Czy Revolut jest bezpieczny?

No właśnie, rosnąca wręcz lawinowo popularność tego e-portfela sprawia, że człowiek jakoś automatycznie bardziej jej ufa. Jednak czy coś zabezpiecza nasze pieniądze w prywatnej firmie, która nie jest bankiem? Tak. Bank. A nawet dwa – oba brytyjskie. Lloyd’s i Barclays. To na kontach tych banków przechowywane są nasze środki, które wrzucimy do aplikacji - i tym samym są one zabezpieczone gwarancją bankową. Sam Revolut nadzorowany jest zresztą przez FCA (Brytyjski Urząd Nadzoru Finansowego).

Revolut i konkurencja

IgioriaTrade czy TransferWise to najpopularniejsi konkurenci Revolut na rynku aplikacji do elektronicznych płatności międzynarodowych. Ich pomysły są bardzo podobne, choć póki co obwarowane nieco większymi kosztami. To zresztą rynek, który bardzo szybko się rozwija – o wiele szybciej niż rynek kryptowalut, które wciąż mają swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników, przekrzykujących się hasłami o bańkach finansowych z jednej strony i pozytywnej niezależności od polityki, z drugiej. Jednak zdaje się, że głównym powodem częstego niedowierzania kryptowalutom – jak bitcoin czy ethereum – jest konieczność dokonania pewnego rodzaju inwestycji, która obarczona jest ryzykiem giełdowym, bo kurs kryptowalut może wahać się w amplitudzie nawet setek dolarów z dnia na dzień.

Revolut i podobne do niego e-portfele są póki co czymś bardziej zrozumiałym i przewidywalnym dla zwykłych odbiorców i tym samym mogą wydawać się po prostu bezpieczniejsze.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone