Gdy Ken Rex McElroy konał za kierownicą swojego pickupa, na jego śmierć ze spokojem patrzyło 60 mieszkańców miasteczka Skidmore. Mimo to do dziś nie wiemy, kto pociągnął za spust tamtego wieczoru 1981 roku. Przypadkowa zbrodnia, prywatne porachunki, czy może samosąd i zmowa milczenia? Zbadajmy kulisy tej ponurej sprawy.

Brutalny analfabeta

Ken Rex McElroy nie miał łatwego dzieciństwa. Dorastając w biednej, wielodzietnej rodzinie każdego dnia zmagał się z widmem głodu, zimna i utraty dachu nad głową. Na domiar złego chłopak okazał się analfabetą i zakończył edukację ledwie na 8 klasie podstawówki. W następnych latach McElroy utrzymywał się z różnych prac dorywczych. Braki w wykształceniu i obyciu rekompensował tężyzną fizyczną, wrodzonym sprytem oraz… agresją. Ken wyrósł bowiem na potężnego, ważącego ponad 120 kilogramów mężczyznę o porywczym charakterze i skłonnością do dominacji. Jeden z jego późniejszych sąsiadów opisał go w ten sposób:

“Myślę, że Ken chciał być postrzegany jako ktoś duży i ważny, ktoś, na którego widok ludzie zaczynają się bać. I tak właśnie było”.

Małomiasteczkowy tyran

Z czasem Ken McElroy zamieszkał w niewielkim miasteczku Skidmore, gdzie zaczął utrzymywać się z dzierżawy ziemi oraz handlu psami wyścigowymi. Na tym jego działalność bynajmniej się nie kończyła. Tajemnicą poliszynela było, że mężczyzna “na boku” zajmował się kradzieżą m.in. zwierząt gospodarskich, zboża i alkoholu. Nieustannie popadał też w konflikty z prawem i mocno dawał się we znaki swoim sąsiadom. Na długiej liście jego występków znalazły się liczne rabunki, podpalenia, napaści na kobiety (także nieletnie), niszczenie mienia publicznego i strzelanie do co najmniej dwóch osób. Regularnie też prześladował i zastraszał świadków swoich przestępstw, aby zamknąć im usta. Normą stał się widok Kena siedzącego w swoim pickupie zaparkowanym pod domem pechowca, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie.

Dzięki takim praktykom, oraz zdolnemu prawnikowi McElroy czuł się zupełnie bezkarny i z dnia na dzień wzbudzał coraz większy strach wśród sąsiadów. O skali jego terroru niech poświadczy fakt, że konfrontacji z nim obawiała się nawet lokalna policja. Ken zawsze chodził uzbrojony po zęby i nie wahał się otworzyć ognia do funkcjonariusza - a przynajmniej tak się przechwalał. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Ken McElroy trzymał całą, liczącą ok. 440 osób społeczność w charakterze swoich zakładników.

Wielbiciel nieletnich

Ken McElroy był potworem także w życiu prywatnym. Regularnie bił i gwałcił swoją drugą żonę Alice, podobnie jak wcześniej jej poprzedniczkę. Nieustannie szukał też nowych ofiar, niekoniecznie pełnoletnich. Szczególnie w oko wpadła mu dwunastoletnia wówczas Trena MCloud. Jego zainteresowanie dziewczynką zahaczało wręcz o obsesję. Każdego dnia Ken podążał jej śladem albo godzinami czatował pod szkołą lub domem jej rodziców. Wreszcie, pewnego feralnego poranka McElroy zajechał drogę autobusowi szkolnemu i siłą zabrał dziewczynkę do swojego pickupa. Można się tylko domyślać, co stało się później. Po dwóch latach tej toksycznej znajomości Trena zaszła w ciążę, rzuciła szkołę i zamieszkała wraz z małżeństwem McElroy’ów.

Kiedy Trena wreszcie przejrzała na oczy postanowiła wrócić wraz z dzieckiem do rodzinnego domu. To bynajmniej nie spodobało się jej kochankowi. Rozwścieczony Ken ruszył za nią, po czym podpalił dom jej rodziców, zastrzelił ich psa i siłą sprowadził zmaltretowaną dziewczynę z powrotem. Za swój postępek został wprawdzie aresztowany, ale szybko wyszedł za kaucją. Zanim to jednak nastąpiło Trena MCloud i jej dziecko trafiły do rodziny zastępczej w Maryvile. Ken i tam ją wytropił - regularnie nachodził domowników ze strzelbą w ręku próbując w ten subtelny sposób nakłonić dziewczynę do powrotu.

Syndrom sztokholmski

W końcu Trena wróciła do Kena... z własnej woli. Z czasem po prostu zmęczyła się domem zastępczym i obowiązującymi w nim surowymi zasadami. Niewiele myśląc (a może nie widząc innej drogi) uciekła z powrotem w ramiona swojego oprawcy. Aby uniknąć skazania za gwałt i pobicie McElroy poślubił Trenę, uprzednio wziąwszy rozwód z Alice. Pozostałe zarzuty, które nad nim wisiały (m.in. za podpalenie domu) zostały oddalone, ponieważ jego nowa żona odmówiła współpracy z policją. Ken McElroy znów stał się wolny i bezkarny… do czasu pewnego incydentu wiosną 1980 roku.

fot. Trena McElroy

Od cukierka do aresztu

25 kwietnia 1980 roku Ernest Bowenkamp, właściciel lokalnego sklepu, przyłapał jedną z córek Kena na kradzieży cukierka. Gdy wieści te dotarły do McElroya, wpadł on w prawdziwy szał. Chwycił za strzelbę, wsiadł do samochodu i ruszył z piskiem opon w stronę sklepu. Podczas gwałtownej dyskusji ze sklepikarzem Ken uniósł broń i wystrzelił mężczyźnie prosto w szyję. Na szczęście, dzięki błyskawicznie udzielonej pomocy 70-latek uszedł z życiem.

Tym razem McElroy tak łatwo się nie wymigał. Niemal natychmiast został aresztowany i oskarżony o usiłowanie zabójstwa, proces zaś został wyznaczony na 18 sierpnia 1980 roku. Oczywiście Ken swoim zwyczajem próbował umknąć sprawiedliwości. Żona Ernesta Bowenkampa tak wspominała okres poprzedzający rozprawę:

“Nocami podjeżdżał pickupem pod nasz dom i po prostu tam stał. Czasami strzelał z pistoletu w powietrze. To było przerażające”.

Zastraszanie Bowenkampów i prawnicze sztuczki tym razem niewiele pomogły. Obrońca Kena zdołał jedynie odroczyć proces do 25 czerwca 1981 roku. Po raz pierwszy od lat w sercach mieszkańców Skidmore pojawiła się iskierka nadziei.

Znów na wolności

Iskierka ta szybko jednak zgasła. Dzięki sprytowi swojego prawnika McElroy został skazany “tylko” za napaść drugiego stopnia i 2 lata więzienia. Sąd zezwolił też na 40 000 dolarów kaucji, dzięki czemu mężczyzna mógł przebywać na wolności w oczekiwaniu na odwołanie od wyroku skazującego.

Po wyjściu z aresztu Ken jeszcze tego samego dnia wtargnął razem z Treną do lokalnego baru D&G Tavern, gdzie z karabinem i bagnetem w ręku wygłaszał groźby pod adresem Bowenkampów. Była to kropla, która przelała czarę goryczy.

Publiczna egzekucja

W czasie gdy McElroy awanturował się w D&G Tavern, w pobliskim ratuszu kilkudziesięciu mieszkańców radziło co począć z terroryzującym ich od lat tyranem. Ciągnące się godzinami dyskusje zostały nagle przerwane przez gwałtowne odgłosy dochodzące z baru. Zaalarmowani spiskowcy udali się w stronę parkingu, gdzie Ken i Trena właśnie wsiadali do pickupa.

Może McElroy powiedział wtedy coś, co rozjuszyło kogoś z tłumu, może przyczyną była awantura w tawernie, a może wystarczył sam jego widok na wolności. Możemy się tylko domyślać. Wiemy za to, co stało się chwilę później. Nim McElroy zdołał wrzucić pierwszy bieg, w bok jego samochodu uderzyły kule wystrzelone przez co najmniej dwóch strzelców. Trena cudem przeżyła zamach, lecz jej mąż nie miał tyle szczęścia. Oprawca ze Skidmore umarł od postrzału w otoczeniu 60 świadków. Nikt nie zadzwonił po karetkę.

Nikt nic nie widział

W toku późniejszego śledztwa Trena McElroy twierdziła, że jest w stanie zidentyfikować morderców jej męża. W całym Skidmore nie znalazł się jednak nikt, kto potwierdziłby jej wersję. Przesłuchiwani mieszkańcy albo odmawiali składania zeznań, albo uparcie twierdzili, że niczego nie widzieli. Lokalni prokuratorzy nie wnieśli zarzutów, przez co śledztwo szybko utknęło w martwym punkcie.

Trena nie dawała za wygraną domagając się od miasta 6 milionów dolarów zadośćuczynienia. Ostatecznie stanęło na ugodzie i kwocie 17 600 dolarów. Po zakończeniu procesu kobieta opuściła Skidmore i wkrótce ponownie wyszła za mąż. Zmarła w 2012 roku mając 55 lat.

Zmowa milczenia przez lata

Dziś, po 4 dekadach mordercy Kena McElroya wciąż pozostają na wolności. Nie znamy nazwisk strzelców, zaś ich dokładnych motywów możemy się jedynie domyślać. Czy była to zaplanowana z zimną krwią akcja, czy może spontaniczna egzekucja przeprowadzona przez zdesperowanych mieszkańców? Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone