Geniusz z kreskówek, Dexter, miałby co najmniej kilka pomysłów na zabezpieczenie pokoju studenta tak, aby żadna lekkomyślna Dee Dee nie mogła się tam dostać i zamienić go w ruinę. Albo dokonać kradzieży w akademiku lub na stancji. Wówczas ciasne, ale własne cztery kąty studenta stałyby się prawdziwą twierdzą, do której strach się zbliżyć, a tym bardziej ze złym zamiarem – nie tylko wylania wiadra zimnej wody na lokatora, który śpi, jakby był zabity, ale np. kradzieży czy szperania w prywatnych rzeczach.

Ale nie przesadzajmy. Nie musimy wpadać w aż taką paranoję, chociaż lepiej dmuchać na zimne i zabezpieczyć się przed kradzieżą na stancji czy akademiku oraz intruzami. Nie chodzi tylko o sprawdzenie zamków w drzwiach. Jeśli nie widzimy w każdym studencie potencjalnego intruza z lepkimi rączkami, ale jednak czujemy, że pozostawiony bez lokatora pokój jest potencjalną ofiarą złodzieja – to wystarczy zainwestować w odpowiedni sprzęt, który przyłapie nieproszonego gościa na gorącym uczynku w studenckim pokoju.

Jaki?

Rozbudzone spojrzenie na sytuację

Budzik jest bezlitośnie czujny. Szczególnie nad ranem, kiedy wyczekuje apogeum naszego błogiego snu – i ta plaża taka ciepła, i ta woda taka lazurowa – i wtedy następuje detonacja. Jej dźwięk tłucze się jak szklanka o podłogę; wyrywa nas z łóżka i doprowadza nas do frustracji.

Klasyczny budzik w dobie budzików smartfonowych ma tę zaletę, że nie ustawisz na poranną pobudkę ulubionej piosenki, którą potem znienawidzisz. Możesz go nie cierpieć i codziennie chcieć pobić rekord w rzucie budzikiem w dal. Gdyby mógł, popatrzyłby wtedy na Ciebie oczami Kota ze „Shreka”, błagając o jeszcze jedną szansę, obiecując np. wydłużenie pierwszej drzemki z tylko 6 do 16 minut, jak nasz budzik DCR-233.

Minikamera w budziku

Skąd to dziwne imię dla budzika? Wygląda dość staromodnie, ale okazuje się, że w jego przypadku naprawdę liczy się wnętrze. Poza tym z zewnątrz nie kusi złodzieja… Budzik z minikamerą nie będzie jak wspomniany kot, ale jak pies – łypiący okiem na posesji. Jest także jak paparazzi – robi zdjęcia z ukrycia, i jak reporter na dziennikarskiej prowokacji – po kryjomu nagrywa dźwięk, rejestrując każdą kradzież w akademiku czy na stancji.

Reaguje na ruch – kiedy wyjdziesz z pokoju, budzik z minikamerką nagra każdego intruza, który pojawił się w Twojej twierdzy. Gdyby intruz przebywał tam np. 4 godziny, dla chcącego nic trudnego – budzik może nagrywać nieprzerwanie aż do 5 godzin. Z pokoju coś zginęło pod Twoją nieobecność? Ktoś włączał Twój komputer? Grzebał w prywatnych rzeczach? Masz dowód kradzieży na stancji, oznaczony datą i godziną.

Sprawdziłby nawet, kto znowu poczęstował się bez pytania Twoimi słoikami.

To dyskretny stróż z podstawowym zakresem obowiązków. Bardziej wymagający, którym zależy na obserwacji zarówno dniem, jak i nocą, a także chcą na swoim smartfonie widzieć, co się dzieje w pokoju, kiedy np. jadą na weekend do rodziców lub impreza się przedłużyła, mogą zainwestować w taki budzik biurkowy z minikamerą.

On nigdy nie zasypia dzięki zasilaniu sieciowemu. W nocy widzi wyraźnie dzięki oświetlaczowi IR, a całą dobę łączy się z siecią WiFi. Wystarczy, że masz przy sobie smartfon z aplikacją – kilka kliknięć i widzisz na żywo, czy ktoś nie rozrabia w Twoim pokoju. A jeżeli wychodzisz z niego na kilka godzin i chcesz, żeby budzik nagrywał cały czas – nawet latającą w powietrzu muchę – nie ma problemu, ustaw dla niego harmonogram pracy. Żadna kradzież w akademiku czy na stancji nie ujdzie płazem.

Budziki mają oczy, a…

Ściany mają uszy

Niektórzy jednak pozostawiają zdobycie dowodów na obecność intruzów prawdziwemu audiofilowi, który olewa wszystkie zmysły oprócz jednego – słuchu. Tym jednym, wyostrzonym nasłuchuje z wnikliwością godną motyla barciaka większego, chociaż nie musi rejestrować ultradźwięków.

W dodatku jest równie ukryty, co czarny kwadrat na czarnym tle – kto podejrzewałby, że bezbronny pendrive z wbudowanym dyktafonem leżący na biurku rejestruje wszystkie dźwięki z otoczenia, aktywując nagrywanie, kiedy tylko coś usłyszy? Zupełnie jakby to nie pendrive, a nasze ucho leżało na biurku.

Pendrive z dyktafonem

Dla ukrytego dyktafonu MVR-100 wokół jest ciemno jak w jaskini bez najmniejszego promyczka, nie widzi bowiem intruzów, ale wystarczy, że w maksymalnej odległości 8 m od niego będą knuć plany, które mogą Ci zaszkodzić. To nowoczesne gumowe ucho nagrywa maksymalnie do 15 godzin rozmów bez przerwy, a czuwa wytrwale nawet do 10 dni bez ładowania, np. po podłączeniu do laptopa.

Który, swoją drogą, też nie jest bezbronny.

Wolnoć Tomku w swoim domku

Laptop nie od parady, a od wszystkiego – muzyki, filmów, zdjęć, stron w trybie incognito. Nasz powiernik.

Kiedyś na kluczyk zamykało się zeszyt, w którym co druga strona zaczynała się od słów „Drogi Pamiętniczku…”, teraz nasz notebook mieści takie skarby, przez które stronice pamiętnika zapłonęłyby zawstydzone żywym ogniem. Kto choć raz nie zapomniał wylogować się z Facebooka w akademiku lub na stancji? No właśnie. A co też takiego nasz laptop przeżywa pod naszą nieobecność? Są tacy, którzy chcą to wiedzieć.

Takim osobom z pomocą przybywa SpyLogger, czyli oprogramowanie, które rejestruje wszelką treść wpisywaną na klawiaturze, i całą historię opisuje nam z dokładnością Galla Anonima (no dobra, dużo rzetelniej) – jest równie anonimowy nawet dla antywirusa. Informacje naszego skryby możemy później z łatwością odczytać dzięki raportowi wysłanemu na e-mail, więc zapoznamy się z nim nawet na smartfonie kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów dalej.

Program szpiegowski na komputer

Jeżeli podejrzewasz, że jakiś intruz korzysta z Twojego komputera, po pierwsze – możesz go po kryjomu nagrać, po drugie – dzięki SpyLoggerowi odkryć, co takiego robił na laptopie. Czyszczenie historii przeglądarki czy korzystanie z trybu incognito na nic tu się zda. SpyLogger powie Ci, czy intruz wkładał do Twojego laptopa płytę, podłączał pendrive’a, jakie pliki i foldery otwierał.

Wyobraź sobie, że Twój laptop został skradziony. Lekkomyślny złodziej zaszył się u siebie i jak gdyby nigdy nic zaczął wesoło korzystać z Twojego sprzętu, logując się na Facebooka. Nie wie, że na komputerze hula SpyLogger, który wysyła Ci raport z historią odwiedzanych stron. I już wiesz, kto prawdopodobnie jest odpowiedzialny za kradzież laptopa w akademiku czy na stancji.

Słyszeliście o safe roomach? Na świecie, choć raczej w uniwersum nieco zamożniejszej grupy społecznej niż studenci, coraz popularniejsze stają się specjalnie zabezpieczone pokoje wbudowane w strukturę domu na wypadek… w sumie na wszelki wypadek – od włamania po atak terrorystyczny.

Nie są one przygotowane na długie tygodnie ukrywania się, ale dzięki zapasom i systemowi łączności podobno sprawdzają się w nagłych sytuacjach. Studencki pokój w akademiku czy na stancji nie musi być aż takim bunkrem – chociaż nikt nie pogardziłby zapasami żywności – ale prywatne rzeczy lubią być strzeżone, więc warto się nad tym zastanowić.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone