Pamiętacie tą scenę z filmu „Zjawa”, kiedy DiCaprio walczy z niedźwiedziem, niczym rasowy zapaśnik? Obecnie raczej mało kto wybiera się do lasu tak „na dziko”. Trudno sobie na przykład wyobrazić grzybiarzy, którzy spotykają niedźwiedzia i walczą z nim, jak równy z równym, okładając go koszykami. Tym bardziej w Polsce, gdzie poczciwy misiek to rzadkość – u nas z kolei grasuje ktoś znacznie mniejszy, ale wbrew pozorom, nie mniej groźny, a nawet bardziej wyrafinowany. Kleszcz. I jego borelioza.

Góry czy morze? To podstawowe pytanie tuż przed wakacjami. Ale tam czy siam, lasy będą na pewno. A w lasach lokalni mieszkańcy – którzy w ostatnich kilku latach zarazili boreliozą 30-krotnie więcej ludzi niż wcześniej.

Dlaczego kleszcze atakują nas częściej niż w PRL-u?

Mogłoby się wydawać, że dawnych w czasach bez komputerów ludzie gromadnie „jeździli na wczasy w te góralskie lasy”, a przecież o kleszczach praktycznie się wtedy nie mówiło. Teraz, w teorii, lasy powinny być niemal puste. A jednak zabiegani pracownicy korporacji lubią po całym tygodniu spędzonym w betonie uciec w leśną ciszę i gęstwinę. Jednocześnie, prozdrowotny tryb życia rozprawia wiele o kleszczach, których zresztą jest coraz więcej z powodu cieplejszego klimatu. Choć były tu wcześniej, bo włóczą się po zaroślach od milionów lat – szczególnie w pobliżu granic lasów i leśnych dróg. To właśnie tamtędy chodzą też zwierzęta, na które ślepe, bądź co bądź kleszcze, żerują. I to właśnie tam spotyka je również człowiek. Wszyscy wędrują po śladach innych, więc cały łańcuch pokarmowy ciągnie się tymi samymi drogami.

Nie dziwi więc coraz większa popularność środków, które wspomnianych ludzi chronią przed tą leśną zgrają. Smarowidła, żele, spreje. Wszystko po to, żeby wyperswadować kleszczom ich niecne zamiary. Są jednak prostsze sposoby. Ultradźwięki.

Ultradźwiękiem w kleszcza. I nie tylko

Kleszcz nie ma oczu. Swojego żywiciela rozpoznaje jedynie po dwutlenku węgla z oddechu, a nawet po temperaturze czy polu elektromagnetycznym wytwarzanym przez ciało. Wszystko dzięki tzw. narządowi Hallera. To taki narząd zmysłu. Bez niego leśny krwiopijca nie może polować. Ultradźwięki o częstotliwości 40kHz, których ludzkie ucho nie słyszy, blokują to miejsce u kleszcza i w ten sposób człowiek staje się niewidzialny, znika. Nie tylko zresztą człowiek, ale też zwierzaki, które akurat wyszły z nim na spacer. Zwierzaki, przy okazji, chronione są wtedy również przed pchłami, które polują w podobny sposób, co kleszcze. Wystarczy więc jedno małe urządzenie, żeby cała rodzina i pies przeszli przez las niczym kameleony.

Taką niewidzialną osłonę tworzy mały odstraszacz na kleszcze marki Tickless, z którego korzysta zresztą polska straż graniczna. Pstryk – i znikasz. Dokładnie tak to działa. Urządzenie nie wydziela żadnej chemii ani zapachu, jak zwykłe preparaty na kleszcze. Zamiast tego emituje po prostu ultradźwięki w promieniu ok. 1,5 metra, które są całkowicie bezpieczne dla dorosłych ludzi, dzieci i rodzinnych czworonożnych pupili.

Czy telefon przyciąga kleszcze, a Wi-Fi je odpycha?

Niedawno słowaccy naukowcy przeprowadzili pewien eksperyment. Zgarnęli z lasu reprezentatywną grupę 800 kleszczy. Wpuścili je do rurki, a że każdy kij ma dwa końce, to jedna jej strona była wolna od promieniowania pola elektromagnetycznego, a druga poddana takiemu promieniowaniu. Najpierw o wartości 900 MHz (właśnie na takiej opierają się telefony komórkowe), a potem o wartości 5000 MHz (jej źródłem jest sieć Wi-Fi). Okazało się, że kleszcze uciekały od częstotliwości Wi-Fi, ale w częstotliwości komórkowej było im całkiem przyjemnie.

To jednak dopiero wstęp do takich badań, więc na konkretne wnioski musimy jeszcze trochę poczekać. Jak więc uchronić się przed boreliozą? Przed wyjściem do lasu nie musimy zostawiać telefonu w domu w obawie, że przyciągnie kleszcze. Nie musimy też pryskać się w całości sprejami. Są prostsze sposoby. My polecamy odstraszacz ultradźwiękowy, np. taki lub w wersji dla psa i kota.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Google+ Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone