W pracy dziennikarza śledczego nie sposób obyć się bez nowoczesnych urządzeń. Specjalistyczne sprzęty są niezbędne zwłaszcza podczas śledztw, w których przełomowy materiał audio lub wideo przesądza o końcowym sukcesie. Same urządzenia to jednak nie wszystko – równie istotne są spryt, rzetelność i zasady, według których należy pracować, aby nie narazić się na kłopoty.

Spis treści:

  1. Dziennikarze śledczy i dochodzenie do prawdy. Na czym polega ich praca?
  2. Dźwięk to podstawa: dobry dyktafon dla dziennikarza śledczego
  3. Czy praca dziennikarza śledczego jest niebezpieczna? Konsekwencje
  4. Podsłuchy i prowokacje, czyli działania na granicy prawa

Dziennikarze śledczy i dochodzenie do prawdy. Na czym polega ich praca?

Praca dziennikarza śledczego bywa emocjonująca niczym scenariusz filmu sensacyjnego, lecz wymaga także wiele cierpliwości i wytrwałości. Publikacja gotowego reportażu to tylko wisienka na torcie poprzedzona wieloma miesiącami złożonych działań.

Dochodzenie dziennikarskie zwykle rozpoczyna się od drobiazgowej analizy dokumentów, poszukiwania kolejnych źródeł informacji i stawiania hipotez na podstawie znalezionych poszlak. Praca nabiera tempa i staje się najciekawsza w kolejnym etapie obejmującym pozyskiwanie dowodów.

Materiały można uzyskać w sposób jawny, konfrontując się z głównymi „bohaterami” sprawy, jednak takie działanie jest zarezerwowane dla końcowej części śledztwa jako swoista kropka nad i. Na wcześniejszym etapie lepsze efekty przynosi działanie w ukryciu.

W dyskretnym zdobywaniu dowodów niezwykle pomocna okazuje się technologia. Ukryte kamery lub dyktafony to chleb powszedni dziennikarzy śledczych.

Dźwięk to podstawa: dobry dyktafon dla dziennikarza śledczego

Dyktafon to zwykle pierwszy sprzęt poznawany przez adeptów dziennikarstwa. Przydaje się podczas rozmów oraz pracy w terenie, a w przypadku gromadzenia materiałów na antenę radiową staje się wręcz niezastąpiony.

Jeżeli zarejestrowany dźwięk ma pójść w eter i trafić do słuchaczy, trzeba się szczególnie postarać o jego wysoką jakość. Najłatwiej można osiągnąć ją za sprawą odpowiedniego mikrofonu.

Uwaga! Lepiej nie zdawać się na poprawianie niedociągnięć w postprodukcji, ponieważ nawet najlepszy montaż nie zamaskuje wszystkich zakłóceń.

Przed ważnym nagraniem warto zaopatrzyć się w dobry sprzęt. Zarówno doświadczeni dziennikarze, jak i początkujący docenią dyktafon cyfrowy Esonic MR-1000.

Urządzenie posiada szereg zaawansowanych funkcji, pozostając przy tym prostym w obsłudze. Jest wyposażone w system SVOS, który aktywuje nagrywanie po wykryciu dźwięku, co pozwala oszczędzić energię. Wydajne zasilanie to kluczowa kwestia zwłaszcza podczas pracy reporterskiej. Model MR-1000 w trybie SVOS może działać nawet przez 110 dni, dzięki czemu nie trzeba martwić się o stan naładowania baterii podczas działań w terenie.

Niezwykle przydatną funkcją jest również możliwość podłączenia zewnętrznego mikrofonu, co pozwala idealnie dopasować sprzęt do sytuacji i indywidualnych potrzeb. Dźwięk jest zapisywany w formacie PCM, który gwarantuje doskonałą jakość.

Dyktafon oferuje opcję nagrywania rozmów telefonicznych, dlatego sprawdzi się również do przeprowadzania rozmów na odległość.

Czy praca dziennikarza jest niebezpieczna? Konsekwencje

Dziennikarstwo śledcze nie bez przyczyny budzi silne emocje – kojarzy się z tajemnicą, ryzykiem, niebezpieczeństwem i kontrowersją. Redaktorzy wchodzą w rolę policji lub prokuratury, żeby zdobyć i ujawnić informacje istotne dla opinii publicznej. Pozyskane przez nich wiadomości nie tylko poruszają odbiorców, ale mogą wpłynąć na sytuację panującą w kraju.

Jednym z najsłynniejszych przykładów takiego efektu jest afera Watergate, która doprowadziła do ustąpienia prezydenta USA Richarda Nixona. Główną rolę w jej wykryciu odegrali Bob Woodward i Carl Bernstein, reporterzy gazety „Washington Post”.

Śledztwa dziennikarskie często ocierają się o przestępczy półświatek i skomplikowane polityczne układy, dlatego są uznawane za niebezpieczne.

Jako potwierdzenie tej tezy przywoływana jest sprawa Jarosława Ziętary, redaktora „Gazety Poznańskiej”, który zajmował się tropieniem afer gospodarczych. We wrześniu 1992 roku dziennikarz zaginął bez śladu w drodze do pracy. Prokuratura ustaliła, że najprawdopodobniej został uprowadzony i zamordowany, lecz dokładne okoliczności jego zniknięcia nigdy nie zostały rozwikłane.

Los Jarosława Ziętary to przykład tego, co może spotkać dociekliwego redaktora badającego ciemne interesy dużego kalibru. Ta sprawa należy jednak do ekstremum. W dzisiejszych czasach polscy dziennikarze śledczy znacznie częściej zagrożeni są sankcjami prawnymi niż widmem użycia przemocy.

Przegrany proces o zniesławienie z zasądzonym wysokim odszkodowaniem może zrujnować całą karierę. Z tego względu kluczowe jest zebranie jak największej liczby wiarygodnych dowodów przed opublikowaniem wyników dochodzenia w mediach.

Podsłuchy i prowokacje, czyli działania na krawędzi prawa

Działania podejmowane przez dziennikarzy śledczych czasami balansują na krawędzi prawa, zwłaszcza przy konieczności wejścia w kompetencje służb, lecz bez przysługujących im uprawnień. Duże kontrowersje wzbudza szczególnie stosowanie podsłuchów. Nagrywanie i publikowanie rozmów, w których sami uczestniczymy, jest dozwolone, ale rejestrowanie i upublicznianie konwersacji osób trzecich stanowi przestępstwo przeciwko ochronie informacji ujęte w kodeksie karnym. Słynne afery podsłuchowe to zatem wyjątkowo grząski grunt nie tylko dla nagranych, ale i nagrywających.

Dlaczego mimo tego dziennikarze śledczy decydują się na potajemne zdobywanie „taśm prawdy”? Kiedy sprawa dotyczy dobra publicznego, sąd powołuje się nie tylko przepisy prawa, ale także rozpatruje kontekst. W uzasadnionych przypadkach wymiar sprawiedliwości może więc odstąpić od kary za przeprowadzoną inwigilację.

Kolejną problematyczną kwestią jest stosowanie prowokacji. Zabieg ten zakłada celowe wywołanie sytuacji ukazującej pewne zjawiska, reakcje czy zachowania i pozwala dziennikarzowi potwierdzić tezy postawione w artykule lub reportażu.

Prowokacja może obejmować np. zaoferowanie łapówki w intencji ujawnienia korupcji czy podanie się za fikcyjną osobę dla zweryfikowania systemu ochrony danych.

Jak wskazują prawnicy, takie postępowanie jest dozwolone, jeżeli dziennikarz kieruje się dobrem społecznym. Powinien jednak unikać nadmiernego kreowania rzeczywistości, ponieważ w ten sposób nie tylko narazi się na sankcje prawne, ale także stworzy nierzetelny i niewiarygodny materiał.

Podziel się tym
Tweet about this on Twitter Share on Reddit Share on Facebook Share on LinkedIn Email this to someone